Nie daje już sobie rady mam 35 lat nie pamiętam od kiedy ciągle pije Piwo za wódka nie przepadam ale to bez znaczenia , po pracy odkąd pamiętam piwko
To zbyt wiele dla 20-letniej dziewczyny. 20 lat to czas na zabawę, a nie na taki kierat. Idź do lekarza, zadbaj o siebie, wycisz nerwy. Musisz uzbroic się w cierpliwość. Za kilka lat, gdy synek podrośnie, a Ty skończysz szkołę, odetchniesz. Ale nie daj sobie drugiego dziecka zrobić i nie wychodź za mąż. Poczekaj!
Są jednak pewne sprawy, z którymi nikt sobie nie radzi. Oto kilka z nich. Kiedy po raz pierwszy zostajesz rodzicem, szybko zdajesz sobie sprawę, że na nowej drodze będzie wiele zakrętów.
A skoro jeszcze weźmiemy pod uwagę to, że masz na sobie jakieś ubranie i nie cierpisz głodu – znajdujesz się w KILKU PROCENTACH najbogatszych ludzi na świecie. choćby nie wiem ile rzeczy w Twoim życiu było nie tak, zawsze będziesz w stanie znaleźć dwa razy tyle takich, za które powinieneś byś wdzięczny losowi.
Mam już 18lat i nie daje sobie rady w życiu czuje się bezsilny. Nigdy nie miałem kochających rodziców jedynie co się dla nich liczyło to praca. Zawsze byłem sam. Nawet jak chodziłem do to czekałem na nich 2-3 godziny sam. Rodzice moich przyjaciół przychodzili wcześnie zanim się skończyły zajęcia, a moi rodzice w ten czas
W 2001 roku sąd w Szczecinie skazał cię na dożywocie. za podwójne zabójstwo. 18 lat później Sąd Najwyższy wstrzymał. wykonywanie tego wyroku skutkiem czego. ty wyszedłeś na wolność. Informowały o tym media w całej Polsce. Przenieśmy się proszę do '99 roku. 8 września miało miejsce to podwójne zabójstwo.
5y0XpU2. jaktozmienic Dołączył: 2014-03-20 Miasto: kraków Liczba postów: 6 20 marca 2014, 22:34 Chyba odpycham od siebie ludzi. Nie wiem czym. Fakt, obiektywnie mówiąc- jestem brzydka. Ważę z 10kg za dużo, to nie tragedia, ale z twarzy nie wyglądam najlepiej. Pewnie gdybym schudła wyglądałoby to inaczej, ale na razie mi to nie wychodzi. Trochę schudnę, trochę przytyję... ale do celu nie dociągnęłam. Albo nagłe załamanie, albo problemy ze zdrowiem, ciągle coś. Ale postanowiłam twardo, ze w końcu schudnę. I chociaż wizualnie dobre wrażenie będę robić. Może...Ale nie wiem na ile zmieni to moje życie. Bo nie wiem w czym jest problem. Naprawdę. Mam poczucie humoru, potrafię żartwować z siebie, mimo że jestem nieśmiała. Zresztą... wyrobiłam w sobie taką barierę ochronną. Że niby jestem pewna siebie (no, w miarę), że nie przeszkadza mi mój wygląd i że mam znajomych jak normalny człowiek. Rodzice myślą że na studiach ciągle gdzieś chodzę, a ja nie mam z kim. Ale nie mam z nimi na tyle dobrego kontaktu, żeby powiedzieć że jestem samotna. Nie umiem z nimi szczerze o tym rozmawiać. Nie mamy niby takich złych kontaktów, ale są takie trochę bo ja wiem... płytkie? Nigdy nie okazywaliśmy sobie uczuć, ani się przytulić, ani powiedzenie że się kocha... Nie umiem tak. Po prostu nie dlatego, że jestem strasznie samotna? Od podstawówki. Najlepiej wspominam wczesne dzieciństwo- jeszcze przed podstawówką. Byłam pełna życia, wesoła, wszędzie mne było pełno, miałam przyjaciela- sąsiada i masę znajomych z osiedla. Ale jak poszliśmy do szkoły, wszystko się jakoś rozleciało. W klasie znalazłam przyjaciółkę (tak to szumnie nazywałyśmy) ale z powodu problemu w klasie z jednym chorym chłopakiem, ktoremu chyba jako jedyna się postawiłam (nawet nauczyciele się go bali) musiałam zmienić klasę. On mnie prawie pobił, w szkole nie chcieli nic z nim zrobić, musiałam zmienić klasę a przy okazji szkołę. I tak rozleciała się ta wielka "przyjaźń" W nowej klasie zawsze byłam trochę z boku, na początku było ok, a później jakoś tak zaczynały się rozluźniać stosunki. Tak samo było w gimnazjum a później z liceum. Nie byłam zapraszana na imprezy, na studniówkę też nie poszłam, bo nawet nie miałam z kim. To nie tak że nie wychodziłam nigdzie, chodziłam na treningi, ale tam też byłam jakby z boku. Skończyły się treningi, urwały się mam 21 lat (zaraz 22), nic się nie zmieniło. Nigdy nie miałam nawet chłopaka. rodzinnego miasta utrzymuję kontakt tylko z jedną osobą. Do reszty nawet nie mogłabym z byle pierdołą zadzwonić, po prostu nie mamy nic na studiach... jestem już na drugiej uczelni, bo z jednego kierunku zrezygnowałam, poszłam na inny, w innym mieście. Znowu spośród 120 osób jakiś kontakt mam z 2... Na imprrezy też nie chodziłam, specjalnie poza 4-5 osobami nawet nie było z kim pogadać. Przez rok. Po roku przeniosłam się na inny kierunek i liczyłam na to że coś się zmieni. Zresztą zawsze na to liczyłam. Idąc do gimnazjum, do liceum, na jedną uczelnię, drugą. marzenia i mrzonki... Ja łatwo nawiązuję kontakty. Bardzo łatwo. Ale poźniej jakoś wszystko się rozsypuje. Od października jestem na nowej uczleni... W tej chwili nie mam nikogo bliższego. Nie jestem zapraszana na imprezy (ależ zaskoczenie!) Dzisiaj większość mojego roku jest na imprezie, z której zrobili wręcz konspirację przede mną. Nie wiem czemu, nie pchałabym się przecież tam gdzie mnie nie chcą. A najwyraźniej nie chcą. Chciało mi się ryczeć na wykładzie, przeryczałam już w domu- pół wieczoru. Jak ja mam z nimi studiować trzy lata? Wszyscy, wszyscy pozaznajamiali się z kimś, spotykają poza zajęciami, a ja z nikim. Lubię mój kierunek, ale odechciewa mi się studiować. Codziennie idę z taką myślą, że nawet nie ma z kim pogadać. Tzn na codzienne tematy i o uczelni- owszem. Ale nic więcejA to nie tak że trzymam się z boku, czy się nie odzywam. Nie. Zażartuję nawet, pośmieją się. Ale jakoś nie chcą ze mną spędzać Ja naprawdę nie wiem, czym ja tak odpycham ludzi. Niemożliwe chyba, że wyglądem? Nie ja jedna najpiękniejsza nie jestem. A ja jedna mam taki jak wydaje mi się, że jest wszyskto ok... Przy pierwszych studiach mieszkałam z jednymi ludźmi przez rok i fajnie nam było, razem jeździliśmy na rowerach, rolki, czasami bieganie, zakupy, oglądanie filmów... długie rozmowy. A jak się wyprowadziłam to koniec. Miałam zawsze móc wpaść, przenocować... A odezwałam się kilka razy, oni ani razu, więc w końcu stwierdziłam że przestanę się narzucać. Bo jak to nazwać? I tak po roku studiowania nawet nie miałabym u kogo przenocować w tym wiem jak to dalej będzie. W szkole to jeszcze- wracałam do domu i zawsze coś tam ciekawego się działo. A teraz? Siedzę sobie z książkami i internetem. Bo co mam robić? Napiszecie wyjśc do ludzi. Ale ja tyle razy już wychodziłam... Nigdy nie znalazłam dobrych znajmych, nikt nie chce spędzać ze mną czasuMam zainteresowania. Uwielbiam czytać, robić zdjęcia (ale nie mam kasy na dobry sprzęt) interesuję się motocyklami, kocham zwierzęta... ale i tak przecież większość osob nawet mnie nigdy nie poznało. Bo głupie, ale tęsknie za wakacjami, które przesiedzę w domu. Ale nie będe musiała chodzić na uczelnie z ludźmi ktorzy mnie po prostu nie lubią. Chociaż może to złe określenie. Ja po prostu dla nich jestem, ale równie dobrze mogłoby mnie nie być. Nie robi to nikomu mnie sytuacja na studiach. Nawet w czasie okienka nie ma z kim posiedzieć, a jak już to czuję się jak piąte koło u wozu. Tak samo jak się do kogoś dosiadam, jakby mówili " a ty tu po co"?Już sobie z tym nie daję rady. Ja nie potrafię tak sama siedzieć, jest mi diabelnie przykro. Chociaż powinnam się przyzwyczaić. Szkoda tylko że tak dużą część życia spędzam na uczelni. Chętnie bym te studia rzuciła, ale co dalej? Zresztą lubię mój kierunek i chce go skończyć. Najchętniej przewinęłabym te dwa i pół roku i miała już studia za sobą. Najlepszy okres w życiu człowieka..taa....Czasami aż myślę że to moje życie całkiem bez sensu jest. Edytowany przez jaktozmienic 20 marca 2014, 22:39 Dołączył: 2011-01-02 Miasto: Liczba postów: 6490 20 marca 2014, 22:59 Nie obraz sie za pytanie, ale to jedyna rzecz, ktora przyszla mi do glowy (bo faktycznie nawet po tym poscie mozna wywnioskowac, ze jestes raczej osoba otwarta i mozna sie z Toba jakos porozumiec) Jak u Ciebie z higiena? Moze nieladnie od Ciebie pachnie potem czy z ust?Jesli tu jest wszystko ok to nie wiem...Chociaz jest na to jeden sposob, ktory sprowadza sie do proznosci ludzkiej - ludzie lubia mowic o sobie, jesli czuja, ze ich sluchasz i faktycznie wczuwasz sie w to co mowia. Jesli kontynujesz rozmowe zadajac jakies pytania, a potem pamietasz co ta osoba mowila i np. za pare dni zapytasz sie powiedzmy jak tam randka sie udala/ jak bylo na silowni etc. w zaleznosci o czym rozmawialyscie to jakas tamn mikro wiez sie nawiazuje i mozna sprobowac budowac relacje glebiej np. zapytac sie czy pojdzie z Toba do kina, na zakup czy lody Dołączył: 2007-08-31 Miasto: Yp Liczba postów: 4815 20 marca 2014, 23:11 kurcze, troche marnujesz najlepsze lata zycia. co do tej samotnosci - JA MAM TAK SAMO, tylko troche z innej perspektywy. chyba jestem samotnikiem z wyboru. niby teksnie za ludzmi, ale w sumie... eeee ...mam tyle innych, ciekawych rzeczy do robienia. sprawiam wrazenie osoby towarzyskiej, powaznie, ale wcale taka sie nie czuje i mam doslownie 2 przyjaciol i faceta. pomysl jakie masz zainteresowania i sprobuj je troche rozwinac. badz interesujaca. moze jakis jezyk obcy, wolontariat w schornisku (przeciez lubisz zwierzeta), moze kurs tanca (np. salsa solo)szukaj atutow - ok nie masz za duzo znajomych, ale masz czas dla SIEBIE, mozesz znalezc prace tymczasowa, zaczac biegac, sa ksiazki o samorozwoju - moze warto je przeczytac, dzial psychologia w bibliotece. nie mozna sie narzucac - masz racje, ale warto byc usmiechnietym, chetnym do nawiazania kontaktu i sluchania drugiej ososby. i pomysl co chcesz w zyciu robic....co po studiach? co to za siedzenie w domu w wakacje/?????!!! na garnuszku rodziców?staz, wolontariat, praca za granica - nie marnuj czasu! nigdy wiecej w zyciu nie bedziesz miec tyle czasu i mlodosci. ciezko mi w pracy, jezu - 8h codziennie 5x tydzien, nie ma ferii, nie ma swiat (na wielkanoc tylko jeden dzien wolny!), 3miechow wakacji - bywalo roznie na moich studiach zabawnie i strasznie, bogato (zwiedzialm kawal europy) i biednie (byl czas kiedy nie mialam kasy nawet na jedzenie), nudno i fajnie, a dzis po roku pracy za biurkiem - troche tesknie za wolnoscia, zmiennoscia i spontanem. moj spontan to wyprowadzka na drugi koniec polski do pracy i na tym sie do gory, nie marudz i nie marnuj zycia. od CIebie zalezy czy to pusta szklanka. czy do polowy pelna. anjova 20 marca 2014, 23:50 Mam głupsze pytanie. Posiadasz fejsbuka?Jeśli tak to co za problem samej zrobić pierwszy krok, zaprosić do znajomych, zagadać, napisać, udzielać się, cokolwiek! ;) Edytowany przez 20 marca 2014, 23:52 kapuczino 20 marca 2014, 23:51 chyba cię nie pociesze, ale to sie raczej nie zmieni. Ja bym raczej na twoim miejscu pogodziła się z sytuacją. Tką masz osobowość, charakter i tego się nie da zmienić. MOim zdaniem powinnaś wyszukać w grupie osoby najbardziej nieśmiałe, te ktore najciężej zawiązują znajomości i z nimi sie trzymać. Takie osoby zawsze są chętne na nowe konatkty. Zawsze lepiej mieć takich znajomych, by móc z nimi pogadać spotkać sie czy choćby przeżyć jakoś te godziny spędzone na uczelni. Dołączył: 2010-02-16 Miasto: Elbląg Liczba postów: 1151 21 marca 2014, 08:54 chyba cię nie pociesze, ale to sie raczej nie zmieni. Ja bym raczej na twoim miejscu pogodziła się z sytuacją. Tką masz osobowość, charakter i tego się nie da zmienić. MOim zdaniem powinnaś wyszukać w grupie osoby najbardziej nieśmiałe, te ktore najciężej zawiązują znajomości i z nimi sie trzymać. Takie osoby zawsze są chętne na nowe konatkty. Zawsze lepiej mieć takich znajomych, by móc z nimi pogadać spotkać sie czy choćby przeżyć jakoś te godziny spędzone na to znowu będą puste znajomości zawierane tylko z powodu strachu przed samotnością Dołączył: 2010-02-16 Miasto: Elbląg Liczba postów: 1151 21 marca 2014, 09:32 Ja bym ci radziła zająć się sobą i cieszyć się chwilą. W życiu tak jest, że większość przyjaźni się rozwala, gdy tylko kończy się szkoła, wspólne miejsca, gdzie się spędza czas. Niepotrzebnie się zadręczasz i wpadasz w jakieś natręctwo w szukaniu trwałych przyjaźni, których jest tak naprawdę bardzo mało. Prawdziwego przyjaciela szuka się jak ze świeczką, raczej większość relacji to luźne znajomości, które się szybko kończą. Ludzie zawierają większość relacji, bo mają jakieś interesy i czegoś od siebie chcą, a jak to dostaną, to idą dalej. Także radzę ci wyluzować i zająć sobą, myśleć więcej o sobie, niż o innych. Zasada jest taka- najpierw dbasz o swojego ducha, czyli o swoje dobre samopoczucie, a potem o innych. jeśli będziesz nieszczęśliwa, to każdy to zauważy. Jak będziesz radosna w sobie, to będzie przyciągała podobnych ludzi. Może przyciągasz niewłaściwych ludzi, których podświadomie nie lubisz. Albo kierunek studiów nie jest dla ciebie i dlatego nie pasujesz. Mnie np. ciekawi wiele rzeczy, ale nie chciałabym się nimi zajmować zawodowo. Np. na studiach prawniczych bym się udusiła od perfekcjonizmu i sztywnych kołnierzyków, ale np. na projektowaniu lub dekorowaniu byłabym rada - szukać sobie chłopaka, a nie przyjaciółek. Tobie właśnie brakuje faceta, bo się czujesz samotna. Brak ci miłości i wsparcia. Takiej właśnie trwałej relacji, a nie koleżanek, z którymi są raczej powierzchowne relacje. To z mężczyzną będziesz sobie układała życie, a nie z koleżankami. To mężczyzna powinien być ważniejszy od koleżankek. Powinnaś szukać aż do skutku, aż znajdziesz odpowiedniego faceta. Na pewno jest ci ktoś przeznaczony. Nie można się poddawać, jeśli jeden czy dwóch cię rzuci, lub kilka randek nie wypali. Trzeba iść dalej. Jeśli brakuje ci imprez i życia towarzyskiego, to musisz się zacząć wkręcać na imprezy i to chamsko, bo tak właśnie robi większość osób. Nie zauważyłaś, że wszyscy wszystkich obgadują za plecami, przecież wszędzie jest obłuda i mało ludzi tak naprawdę się lubi, ale ludzie lubią sie bawić. Zabawa to luz i swoboda, wtedy nie szukasz poważnych rozmów, tylko wrzucasz na luz, dostrajasz do grupy i uśmiechasz, śmiejesz, bo ludzie najbardziej nie lubią, gdy ktoś zrzędzi lub jest nieobecny cię nie zapraszają, bo ciebie nie znają lub myślą, że nie chcesz lub nie lubisz imprez. Albo boją się, że się do nich przykleisz i się nie odkleisz. Taka postawa zadręcza innych. Nikt nie lubi, jak się ktoś uwiesza na drugim człowieku, każdemu trzeba dać oddychać, szczególnie przyjacielowi, nawet chłopakowi. Dołączył: 2009-08-24 Miasto: Tajemnica Liczba postów: 1287 21 marca 2014, 11:39 Hm, jakbym czytała historię znajomego. Fakt, chłopak naprawdę nie grzeszy urodą , ale jest bardzo inteligentny, wykształcony i mądry. Miał kobietę kilka lat, ale wszystko się rozsypało . Ale facet ma coś w sobie co ludzi właśnie odpycha. Garstka znajomych , multum mocnych zainteresowań i świetne poglądy, ale dopiero kiedy pozna się go bliżej ( a to trwa np. kilka lat) można z nim normalnie porozmawiać. I tu nie chodzi o to, że jest nieśmiały, bo nie jest, ale nie radzi sobie w kontaktach międzyludzkich. I czuje sie samotnie... Z tym , że u niego to ma podłoże z kilku lat wstecz, zly wpływ niektórych ludzi. Pamiętam ,że kiedyś nie potrafiłam z nim pogadać kilka minut bo od razu denerwował mnie swoją "gadką " - a miał już ponad 20 lat na karku. Dopiero teraz po kilku latach ( jest starszy ode mnie ) mogę dowiedzieć się od niego ciekawych rzeczy, wygadać czy wysłuchać. Ma świetną cechę - faktycznie ma koleżeńskie zamiary, nigdy nie wysyłał żadnych aluzji, nie komentuje w żaden sposób, traktuje mnie właśnie jak kumpla ;) Musisz uzbroić się w cierpliwość, zobaczysz za jakiś czas sytuacja się zmieni, zmienisz otocznie, pójdziesz do pracy będzie inaczej. Nie wszystko stracone, będzie lepiej ;) jaktozmienic Dołączył: 2014-03-20 Miasto: kraków Liczba postów: 6 21 marca 2014, 13:27 Natala17 napisał(a): Musisz uzbroić się w cierpliwość, zobaczysz za jakiś czas sytuacja się zmieni, zmienisz otocznie, pójdziesz do pracy będzie inaczej. Nie wszystko stracone, będzie lepiej ;) Zmienię otoczenie... za 2,5roku dopiero... a jak przetrwać ten czas? I czy znowu nie będzie tak samo? jaktozmienic Dołączył: 2014-03-20 Miasto: kraków Liczba postów: 6 21 marca 2014, 13:30 27Agnieszka27 napisał(a):. To mężczyzna powinien być ważniejszy od koleżankek. Powinnaś szukać aż do skutku, aż znajdziesz odpowiedniego faceta. Na pewno jest ci ktoś przeznaczony. Nie można się poddawać, jeśli jeden czy dwóch cię rzuci, lub kilka randek nie wypali. Trzeba iść dalej. Jeśli brakuje ci imprez i życia towarzyskiego,Jakie rzuci... problem w tym że jeszcze nigdy nikt się mną nie napisał(a):Mam głupsze pytanie. Posiadasz fejsbuka?Jeśli tak to co za problem samej zrobić pierwszy krok, zaprosić do znajomych, zagadać, napisać, udzielać się, cokolwiek! ;)Posiadam, zagadywałam, ale zawsze z drugiej strony rozmowa się urywa. Albo jak się umowimy to zaraz coś jednak wypada i nic z tego nie wychodzisweeetdecember napisał(a):Nie obraz sie za pytanie, ale to jedyna rzecz, ktora przyszla mi do glowy (bo faktycznie nawet po tym poscie mozna wywnioskowac, ze jestes raczej osoba otwarta i mozna sie z Toba jakos porozumiec) Jak u Ciebie z higiena? Dbam o siebie...
Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Samotnik123321 - 29 Paź 2012 Może to nieodpowiednie forum na takie tematy, ale muszę to gdzies napisać bo nie wytrzymam. Otóż tak jak wcześniej pisałem ten rok szkolny miałbyć dla mnie męką i tak też jest. Mam w klasie "kolegę", który niesamowicie mi dokucza, zaczepia, popycha, a ja z reguły w kaszę napchać sobie nie daję, ale on jest wyższy i silniejszy ode mnie i cały czas o tym myślę, nie daje mi to spać, normalnie w zyciu fukncjonowac, ponieważ cały czas stresuję się kolejnym nadchodzącym dniem w szkole. W domu mam także problemy, jestem powaznie pokłócony z ojcem, nie rozmawiamy już od tygodnia, przez co w domu panuje okropna atmosfera co dodatkowo mnie dobija. Kolejną rzeczą jest nauka, z którą( co prawda mam całkiem niezłe oceny) ale nie daję już sobie rady, siedzę do późna, potem padam z nóg a i tak nie moge zaspać, bo stresuję się tym wszystkim. Moje otoczenie mnie wykańcza i mam już tego wszystkiego dość. Co mam zrobić, żeby zachciało mi się życ? Czuję się nikim i gorszym od wszystkich wokoło. Mam 15 lat. Proszę o rady. A i jeszcze mam kompleksy z powodu swojego wzrostu. Chodze do 3 gimnazjum a mam ledwo ponad 160 cm wzrostu. Jestem jedną z najniższych osób w klasie. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - masterblaster - 29 Paź 2012 Samotnik123321 napisał(a):bo stresuję się tym wszystkim. Moje otoczenie mnie wykańcza i mam już tego wszystkiego żeby nie wiem jak chciało to nie zmieści się w Twojej głowie, ale myśli o tym co otacza i przytłacza owszem. Otoczenie bywa niewygodne przez jakiś określony, ograniczony czas. Prawdziwa zmora to myślenie.. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Samotnik123321 - 29 Paź 2012 najlepiej nie mysleć o tym wszystkim, ale niestety trudno odizolować się myślami od czegoś co mnie otacza na co dzień, dzięki za miłe slowa Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Riverside - 30 Paź 2012 W mojej szkole był chłopak, któremu ciągle dokuczali. On jednak się tym nie przejmował, skupiał się na nauce, rozwoju pasji i zainteresowań. Był bardzo ambitny, imponował mi tym, że uczy się pomimo wyzwisk, ciagłego prześladowania. Rezultat? Obecnie ma najlepszą pracę z nas wszystkich ze szkoły, mnóstwo przyjaciół, znajomych. Doszedł już tam, gdzie inne osoby, które mu dokuczały, nie będą nigdy. Był tez drugi chłopak. Jego też się czepiali "koledzy". Nie był wcale głupszy od pierwszego, ale niestety, zbytnio przejmował się opinią innych. Nie brał pod uwagę, że szkoła to okres przejściowy, później zmieni otoczenie. Nie bedzie miał styczności z prześladowcami. Zbytnia wrażliwość, przejmowanie się opinią innych, doprowadziła go do depresji. Mógł iść na studia, zdobyć świetną pracę, a takze znajomych. Niestety, zdal sobie z tego sprawę dopiero w wieku 27 lat. Ten pierwszy pracuje teraz w znanej stacji tv jako reporter, ten drugi to ja. Szukam dopiero pierwszej pracy, nie mam praktycznie żadnego wykształcenia (poza ledwo zdobytą maturą) więc jest dosyć trudno. Zaczynam życie od nowa, ale straciłem wiele młodości. Myślę, że sam wyciagniesz wnioski z tych 2 historii. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Zasió - 30 Paź 2012 Och, jaka pyszna rada, wujku dobra rada! Ale wiesz, ze skupienie się na pasji, rozwoju zainteresowań itp. oraz olanie środowiska nie musi przynieść wcale pozytywnych efektów? Nie każdy jest pewnym siebie bucem jak większość dziennikarzy. Tłumienie emocji, brak reakcji, przeczekiwanie - mogą bardzo róznie wpłynąć na psychikę. A co jeśli ktoś będzie ambitny, skupi sie na nauce, tylko niespostrzeżenie cos sie w nim przekręci przez atmosferę i otoczenie? A co jeśli będzie liczył mimo wszystko, zę znajdzie przyjaciół w liceum, bo będzie pragnał ciągle stworzenia jakichś relacji z innymi, ale mu sie już nie uda, bo go atmosfera przygniecie i skrzywi? Wiesz jakie było dzieciństwo wielu forumowiczów? Owszem, nie wiemy jak wyglądało dotychczasowe życie autora (wielu fobików wcześniej zaczynało ) - czy też był samotnikiem, czy obecnie, jako "samotnik", ma mimo wszystko masę innych znajomych i jednego tylko prześladowcę... ale jak czytam coś takiego jak to, co napisałeś, to przed oczyma staje mi standardowy rodzic co to nie rozumie, ma w nosie i pierdzieli komunały w stylu "a jakie tam problemy, a nie przejmuj sie debilami, a skup sie na nauce, a gimnazjum zleci, a w liceum to kogoś poznasz, a oni są przecież głupsi". A potem ląduje się u psychologa i w aptece z receptą na SSRI. Wpisując się w konwencję - tak, dla mnie też życie miało być bajką jak sie skupie na nauce i ie będę ogladał na innych. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Riverside - 30 Paź 2012 Dziękuję, mój wielbicielu. Delektuj się nią do oporu bo to już ostatnia . Nie musi, ale moze. Na czym chłopak się ma skupiać? Na negatywnych myślach? Pisałem względem siebie, nie wiem co zrobi autor, to jego decyzja. Niczego nie narzucam. Myślę, że doświadczenie innej osoby, która przechodziła to samo moze pomóc. Skończ też ze stereotypami na temat różnych zawodów. Tego "buca" nie skomentuję. Myślisz, ze jak ktoś ma siłę przebicia większą od Ciebie to jest gorszy? Nie, jest mądrzejszy. No i przede wszystkim, nie jest tchórzem idącym na łatwiznę. Jak w pewnej piosence: "Bo tak łatwiej, tak łaaaatwiej" Pisałeś coś o tłumieniu emocji wcześniej. Popracuj nad tym. Przemyśl także czy ten temat ma na celu skompromitowanie mojej osoby, wyrzuceniu z siebie frustracji na kogoś, kto ma inne podejście od Ciebie, czy też pomoc jego autorowi. I nie mówię tęż, że ma zrezygnować całkowicie z przyjaciół. Chodziło mi o to, aby nie przejmował się osobami, które jego przyjaciółmi raczej nie zostaną. Kto zostanie jego przyjacielem, jeśli całkowicie się załamie, zamknie w sobie? Co do dziecinstwa, tu nie chodzi o ciągłe skupianie się na przeszłości, na traumatycznych wydarzeniach, ale na budowaniu przyszłości. Za 10 lat też będziesz pisał na forum swoje bolączki i czepiał się osób, które próbują pomóc? Ok. Ty pewnie tak, patrząc na Twoje podejście. Na resztę Twojego pseudo psychologicznego bełkotu i próby analiz odpisywać nie mam zamiaru. Najlepiej od razu zakładać najgorsze. Nic nie róbmy, nie walczmy, przejmujmy się wszystkim i wszystkimi. A potem wylewajmy swoje żale na forum. Skazujmy się na cierpienie jednocześnie nic nie robiąc aby to zmienić. A jak ktoś nam delikatnie cos zasugeruje to zadepczmy go jak mrówkę. A co. Mnie pokopali to i ja spróbuję pokopać innych. To takie przyjemne. Sprawia, że lepiej się czujemy ze sobą! Ja mam źle wiec niech i inni tak mają. Pisałeś, że moje posty Cię irytują. To widać . Zresztą, co do irytacji. Myślę, że wystarczająco już jesteś wkurzony własną osobą, własnym życiem, więc nie będę Ci jeszcze dokładał moimi postami, mimo tego, że byłoby czego . Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Luna - 30 Paź 2012 Z łaski swojej, dajcie sobie spokój z personalnymi wycieczkami, przezwiskami i przypuszczeniami, jak będzie wyglądała czyjaś przyszłość. Z góry dzięki. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - uno88 - 30 Paź 2012 Dla mnie z przejmowaniem się i wrażliwością jest tak samo jak z wiarą w Boga. Nie zależy to od nas zupełnie ,ale wydaje się ,że i owszem. Mam 24 lata i jak patrzę wstecz to do dziś żałuję bujek w których nie wziąłem udziału. Czy ktoś silny ,czy słaby, ludzie mają słabe punkty. Tym bardziej ,że to tylko jedna osoba ,a nie żadna zgraja. W rolę ofiary trzeba wejść ,aby nią zostać. Oczywiście nieświadomie ,ale jednak. Nie chodzi o odporność na zaczepki ,ale o odważne reakcje. O postawienie się z użyciem siły włącznie. Jak koleś ma za dużo teścia to je*bnij mu w jaja. Straszne jest to ,że rodzice potrafią wychować chłopaka w wierze ,że lepiej dać się upodlić ,niż komuś zrobić krzywdę. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Zasió - 30 Paź 2012 Luna - Zaraz tam wycieczki osobiste... Ze względu na treść rady Riverside, przypominającą mi jako żywo to, co opisałem, poczułem potrzebę by ją skomentować. Tyle. Nie zamierzam sie tu wdawać w pyskówki. Ale pozwolisz, że odpiszę ten jeden raz i wyjaśnię, o co mi chodziło... Riverside - śmiem twierdzić, że irytację i frustrację potwierdzoną zawrotną liczbą osobistych wycieczek 100x bardziej widać w tej chwili po tobie, niż po mnie. No tak, bo ośmieliłem się mieć jakieś zastrzeżenia... W przedmiocie mojej irytacji - akurat pisząc tego i poprzedniego posta zirytowany mogę być co najwyżej pewnymi problemami zdrowotnymi, ale na pewno nie FS ani swoim życiem. A jutro początek terapii, tra la la... Zielono mi Nie bierz mojej wypowiedzi tak bardzo do siebie (nie reaguj tak fobicznie ), chodziło o jej treść. No i, tak już na marginesie, nie wiem kto tu powinien się uczyć panowania nad emocjami i ich tłumienia. Na pewno nie tylko ja. Też bazuje tylko a swoich przemyśleniach. Oczywiście - chłopak nie ma się skupiać na negatywnych myślach. Serwujesz tu jednak historię o dwóch chłopakach, z których to jeden był ambitny i sie uczył - uczył się pilnie i w efekcie właściwie zrobił na złość prześladowcom! I teraz to ma forsę i pozycję, i ma satysfakcje, jak nerd z amerykańskiej komedii. Tylko ze ja przypuszczam, iz ten twój kolega albo miał bardzo silną osobowość, wiedział czego chce i był pewny siebie, albo jednak miał bardzo mocne oparcie w bliskich/rodzinie itp. Autor nie wygląda mi na taką osobę, wątpię, by tacy ludzie szukali pomocy na forach typu PhobiaSocialis, by kiedykolwiek tu zawędrowali - o ile nie będą o fobikach robić zewnego reportażu do Uwagi. Jak dla mnie z twojej wypowiedzi nie wynika tylko to, by autor wąkku spróbował się mimo wszystko uczyć - co jest oczywiste, trzeba sie starać nie zawalić wszystkiego - i bez względu an to, co sobie myślisz, też coś o tym wiem. Twoja wypowiedź IMHO ma inny wydźwięk - zamiast koncentrować się na tym, co złe, lepiej zignorować rzeczywistość, zapomnieć o niej, i "skupić się na nauce" Nie, tak naprawdę - uciec w nią. Ale ucieczką nie rozwiązuje się problemów - bez względu na to, czy będzie to ucieczka w alkohol, dragi czy pracę/naukę. Uciekajacy w naukę, budujacy na zdobywaniu piątek swój świat i rekompensujący tym sobie problemy z prześladowcami nie zajadą na tym IMHO na fotel prezesa. Jasne, mogę wyciągać za daleko idące wnioski i może to naprawdę chwilowy kryzys i załamanie, jakie miewa każdy w pracy i szkole (zatargi z tym i owym, czasowe nieporozumienia), chłopak generalnie jest pewny siebie, wie czego chce, ma cel, jakichś życzliwych ludzi w pobliżu... ale nie to, jak mi się zdaje, wynika z pierwszego posta. Świetnie pasuje tu post uno - zresztą, pamiętam szerszą dyskusję w tym tonie z jego udziałem. Takie "ucz się i nie zwracaj uwagi" - to bierna postawa. A ten problem, ze szkoła, trzeba jakość ugryźć. Albo przez wsparcie bliskich, pedagoga, i "podkablowanie" nauczycielom, albo - o czym pisze uno - jeśli to wykonalne, przez stanowcze postawienie się i szczanie na ocenę ze sprawowania. Tyle ona warta, co zeszłoroczny śnieg. Ty napisałeś tylko by zamiast patrzeć na prześladowcę, rozwijać swoje pasje. A ja napisałem, z jaką postawą mi sie to kojarzy. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Riverside - 30 Paź 2012 Masz całkowitą rację Zas. Ta osoba była bardzo silna psychicznie. Pamiętam, że zawsze na apelach w szkole był prowadzącym, czasami nawet coś zaśpiewał i nie było po nim widać żadnego spięcia. Cóż mogę powiedzieć, przepraszam Ciebie i autora tematu. Pisałem pod wpływem emocji, też fakt. Ech, kiedyś mi minie to przewrażliwienie . Ale jakąś odpowiedzialność za swoje czyny mieć powinienem, mimo wszystko. Z postem Uno też się zgadzam, częściowo, bo jednak nie przepadam za odpowiadaniem przemocą na przemoc. No ale, czasami trzeba się postawić Pozdrawiam szczerze i serdecznie, co złego to nie ja. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Samotnik123321 - 30 Paź 2012 Dzięki za rady Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Michał - 30 Paź 2012 Kto jest silny psychicznie. Co to jest siła psychiczna? Czy silny psychicznie jest ktoś kto przetrwał, przeżył (tak, jak potrafił) mimo przeciwności, których ktoś inny może by nie przetrwał, ale jednak odbiło się to na jego kondycji życiowej, że obecnie jest w dup*e? Czy silny psychicznie jest ktoś kto miał wsparcie w rodzinie i bez problemu nawet nie zastanawiał się nad jakimiś przykrościami? Ach zaprawdę powiadam Wam, nie wiadomo i nie damy rady tego ocenić się mi zdaje. (bo przecież ten, który był biorcą siły ją zgromadził, to trudno, żeby był słaby, prawda?) Mógłby ktoś porozmawiać z moją podświadomością, bo wszyscy z nią rozmawiają, ale ani ja tego nie potrafię, ani nikomu się jeszcze nie udało? To w kwestii wyjaśnienia, że nie warto się przejmować (i czym). Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - piotrus1989 - 14 Lis 2012 Wiem jedno ,rady tobie dać nie mogę bo nie chcę brać odpowiedzialności za te rady, jedynie podzielę się przemyśleniami . Co do kłopotliwego kolegi to polecam zwrócenie uwagi na Krav magę . Same ćwiczenia fizyczne dają dużo endorfin , przebywanie z ludźmi pewnymi siebie uczy nas przez obserwacje też pewności siebie . A myślę że te kroki mogą pomóc w nauce . Na końcu polecam udanie się do psychologa bo gdyby nie on to z moimi myślami samobójczymi nie pisałbym moich przemyśleń . Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Martwy - 12 Sty 2017 Mam nadzieję, że Twoje życie się zmieniło na lepsze. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Amcio - 13 Sty 2017 czym predzej zglos to wychowawcy, pedagogowi to da Ci spokoj pisze z doswiadczenia teraz zaluje ze tego nie zglosilem, silny psychicznie to ten ktory wytrzymuje cierpienie czyli 1 definicja Michala. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - vesanya - 13 Sty 2017 Przypominam, że temat jest sprzed kilku lat Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Amcio - 13 Sty 2017 hahhaha faktycznie xD Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - WinterWolf - 13 Sty 2017 Ale chciałeś pomóc, z resztą obecnie mam podobny problem z teoretycznym kolegą
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2012-01-28 10:23:08 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Temat: Samotność...już nie daję rady...Witajcie:) mój problem jest pewnie dość powszechny, z tym, że ja już sobie nie daję rady...dopadają mnie już przeróżne myśli...zastanawiam się przede wszstkim, jak dziewczyna, której mówią, że jest ładna, inteligentna, miła, sympatyczna może być ciągle sama? Wiem, że jestem młoda, bo mam dopiero 22 lata, ale wszyscy znajomi wokół mnie kogoś mają, a ja wieczna singielka. Ciągle pytają, czy już z kimś się spotykam, albo jak tam ten, jak tam tamten . Najbardziej mi zaczyna doskierać ten problem właśnie teraz, gdy jest sesja, są ferie...wszyscy wyjeżdżają gdzieś w parach, a ja jak zwykle nie mam z kim. Walentynki pewnie będą wyglądały podobnie. Zastanawiam się, co ja takiego robię zle, że nie potrafię sobie ustabilizować życia uczuciowego, odkąd sięgam pamięcią? Może nie dojrzałam do związku? 2 Odpowiedź przez Leila01 2012-01-28 11:34:25 Leila01 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-11 Posty: 2,752 Odp: Samotność...już nie daję rady... Chcesz sie zakochac na sile? Znalezc sobie kogos bo inni juz maja?Nie mysl tak tylko sie nie trafilas na tego godnego Twojej On tam chadza gdzies drogami i w koncu trafi na Twoja. To my tworzymy nasze własne przeznaczenie... 3 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 11:43:41 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Właśnie problem w tym, że trafiłam na kogoś godnego mojej uwagi. Tylko ten ktoś albo nie jest mną zainteresowany. Albo jeśli okazuje, że jest, to i tak nic konkretnego w moim kierunku nie robi:) wiem, że szukanie na siłę to żaden sposób, ale po pewnym czasie ciągłej samotności człowiekowi już zaczyna wybijać...i jeszcze jak mam tą świadomość, że np w ekipie moich znajomych jestem jedyną singielką. 4 Odpowiedź przez Suahili 2012-01-28 15:06:34 Suahili Net-facet Nieaktywny Zawód: miłosny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 338 Wiek: 23 Odp: Samotność...już nie daję rady...Julia, ja mam tak samo. Wiem, że to marne pocieszenie ale drugiemu człowiekowi chyba raźniej jak wie, że nie inne osoby mają tą samą przypadłość. Wtedy człowiek nie czuje się aż tak mocno wyalienowany. Do samotności to da się przyzwyczaić. Brutalne ale prawdziwe. Oczywiście nie znaczy to, że do końca życia będziesz sama. A może sobie znajdziesz jakiś innych znajomych gdzie jest więcej singli? Bo ja dobrze rozumiem, że jak się idzie na bibkę z samymi parami to singiel się często czuje jak piąte koło u wozu. 5 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-28 15:23:29 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady...Julia88, mysle, ze Twoj problem polega na tym, ze wpadlas w trybiki pewnej spolecznej machiny, wedlug ktorej wszystkie kobiety, ktore sa ladne, sympatyczne i inteligentne, maja obowiazek miec mezczyzne. Jezeli nie maja = cos jest z nimi nie tak. A to wcale nie dziala w ten sposob. Tak naprawde, aby stworzyc dobry zwiazek, musisz sama dobrze poczuc sie ze swoja samotnoscia, oswoic ja. Nigdzie nie jest napisane, ze na pewno znajdziesz sobie kogos i zalozysz rodzine, wiec powinnas tak ukladac sobie zycie, aby byc szczesliwa tu i teraz, a nie dopiero wtedy, kiedy osiagniesz cel, ktory moze byc dla Ciebie nieosiagalny. Z Twoich postow mozna wywnioskowac, ze nie chcesz byc sama, poniewaz potrzebujesz bliskosci i wszystkie znajome wokol kogos maja, nie chcesz wiec odstawac od reszty. Z tym, ze to zbyt malo, aby moc budowac szczesliwy zwiazek. Samotnosc niesie ze soba ogromna ilosc plusow, o ktorych osoby bedace w zwiazkach nie moga nawet pomarzyc. Wykorzystaj to i badz szczesliwa sama ze soba, a dopiero potem bedziesz mogla naprawde uszczesliwic mezczyzne. 6 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 15:34:40 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady... Czyli sugerujecie, że szukanie faceta na siłę tak naprawde odstrasza potencjalnych kandydatów? i jeśli będe czuła sie dobrze ze swoja samotnością, przestanę szukac miłości na siłę, to ona prędzej czy później sama się znajdzie?Do Suahili: tak, masz rację, łatwiej że nie jest się samemu z tym problemem, ale jak bym jednak wolała zrobic coś w tym kierunku, żeby ten problem zniknął:) 7 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-28 15:41:01 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady... i jeśli będe czuła sie dobrze ze swoja samotnością, przestanę szukac miłości na siłę, to ona prędzej czy później sama się znajdzie?Nie. Ja twierdze, ze mozesz nigdy nikogo sobie nie znalezc (jak kazdy, kto jest samotny) i dlatego nie ma sensu podporzadkowywanie calego swojego zycia szukaniu, bo wtedy je tak naprawde zmarnujesz. 8 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 15:44:00 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...No tak, w sumie może tak byc, że nigdy nikogo nie znajdę. Ale to taka czarna wizja przyszłości. Wolałabym znaleźc przyczyne swojej samotnosci i dac sobie szansę na stworzenie związku. 9 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-28 15:45:36 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady...Polecam Ci ksiazke "W glebi kontinuum" Jean Liedloff. Moim zdaniem opisuje ona przyczyny samotnosci bardzo wielu ludzi. 10 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 15:48:23 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Dzięki:) mam nadzieję, że jest dostepna w bibliotekach, to chętnie przeczytam;) 11 Odpowiedź przez ttangled 2012-01-28 20:38:16 ttangled Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-12 Posty: 6 Odp: Samotność...już nie daję rady...ja mam tak samo jak TyJulia:( prawie 24 lata, wszyscy mówią wkoło, że ładna, miła, sympatyczna, mądra, potrafi zrobić to i tam to...Może z małą róznicą ze jestem od miesiaca singlem. Wczesniej byłam w 3 letnim związku żeby zagłuszyć to uczucie samotnosci. Związek był nie udany a ja sobie wmawiałam jak jest super i ze nie jestem sama. Teraz mam zmarnowane 3 lata, no moze nie do konca bo zawsze mozna sie czegos o sobie nauczyc. Ale do sedna czuje się samotna i mam takie przeczucie, że już tak zostanie chociaz bardzo tego nie chce, i dlatego tez próbuje odnowic dawne znajomosci i na sile nie byc sama co moze mnie jeszcze bardziej zaczynam wychodzic do ludzi, zobaczymy jaki bedzie z tego wynik:(mam nadzieje że kiedys bedzie lepiej i ja i Ty Julka bedziemy nie samotne:) a moze bys spróbowała na jakis portalach??pozdrawiam 12 Odpowiedź przez Perla 2012-01-29 02:50:53 Perla Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zawód: emeryt Zarejestrowany: 2009-08-17 Posty: 18 Wiek: 50++ Odp: Samotność...już nie daję rady... Miłe moje młode gdzie sie Wam tak spieszy do tych /jakze często /udawanych moze jednak lepiej pójśc nawet jako to piąte koło u wozu,Zawsze się jakies towarzytwo do zabawy czy do kina znajdzie,nawet przyjdzie taki dzień ,że traficie na swoje połowki jabłuszka i juz bedzie teraz dobrze jest jak musicie sie liczyc z nikim ,idziecie kiedy i zkim chcecie,wracacie kiedy i z kim chcecie,nie musicie na plecach/często / targac tej drugiej do siebie,nikt Wam nie smęci,nie chrapie,niumyty do łóżeczka się nie wali,wstajecie piękne,wypoczęte i to jest źle?I to jest zycue na luzie,a potem to juz tylko obowiazki,obowiazki .Korzystajcie póki serdecznie i zycze oczywiście kazdej i kazdemu z Was partnera,ale nie na siłę,nie bo są walentynki,nie bo koleżanka ma widocznie ,jeszcze nie wasza dobrze,przyjdzie czas i wszystko sie cieplutko.:) "Najlepszy moment na wprowadzenie zmiannadszedł dziśa nie pierwszego stycznia" 13 Odpowiedź przez Markoss 2012-01-29 12:39:00 Markoss Net-facet Nieaktywny Zawód: Inżynier budowlany Zarejestrowany: 2011-04-27 Posty: 269 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... Julia88 napisał/a:Witajcie:) mój problem jest pewnie dość powszechny, z tym, że ja już sobie nie daję rady...dopadają mnie już przeróżne myśli...zastanawiam się przede wszstkim, jak dziewczyna, której mówią, że jest ładna, inteligentna, miła, sympatyczna może być ciągle sama? Wiem, że jestem młoda, bo mam dopiero 22 lata, ale wszyscy znajomi wokół mnie kogoś mają, a ja wieczna singielka. Ciągle pytają, czy już z kimś się spotykam, albo jak tam ten, jak tam tamten . Najbardziej mi zaczyna doskierać ten problem właśnie teraz, gdy jest sesja, są ferie...wszyscy wyjeżdżają gdzieś w parach, a ja jak zwykle nie mam z kim. Walentynki pewnie będą wyglądały podobnie. Zastanawiam się, co ja takiego robię zle, że nie potrafię sobie ustabilizować życia uczuciowego, odkąd sięgam pamięcią? Może nie dojrzałam do związku?Ja tam nie widze problemu z ustabilizowaniem zycia uczuciowego. Masz je stabilne bo nic sie nie zmienia:). No oki a teraz na powaznie. Masz 22 lata. Fakt szukanie na siłe odstrasza potencjalnych kandydatów. Miałem kilka takich sytuacji w zyciu ze na drugim spotkaniu po kilku pocałunkach i miło spedzonych chwilach dziewczyna zaczynała mi dawac subtelne sugestie na temat tego ze byłbym dobrym kandydatem na jej chłopaka. Wtedy zawsze myślałem "cholera jakaś desperatka co na siłe chce ze mnie zrobic swojego faceta, nawet nie widziała mojego mieszkania widzielismy sie raptem 2 razy a ona juz rozmysla". Julia młoda damo:) jak dla mnie wszystko z Toba w jak najlepszym porzadku. Owszem mozesz sobie na siłe znaleźć faceta. Tylko pytanie co bedzie jak poźniej jak o on Cie zrani?? Po euforii i zauroczeniu przychodzi otrzeźwienie wtedy widać wady i zaczyna sie inny etap zwiazku. Lepiej poczekać. Co ma byc to bedzie. Piszesz o samotności?? A kto Ci kaze siedziec i rozmyslac o facetach. Jest tyle ciekawych rzeczy na swiecie i w zyciu do roboty i nie trzeba do tego drugiej osoby. Jeśli chcesz wchodzic w zwiazek byle zabic uczucie samotnosci to na dłuższą mete zawsze bedziesz cierpiec czy bedą w tym zobowiazania czy nie:) [nieregulaminowy link]/Moj blog dla ludzi z wyobraźnią 14 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-29 12:43:30 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady... Miałem kilka takich sytuacji w zyciu ze na drugim spotkaniu po kilku pocałunkach i miło spedzonych chwilach dziewczyna zaczynała mi dawac subtelne sugestie na temat tego ze byłbym dobrym kandydatem na jej chłopaka. Wtedy zawsze myślałem "cholera jakaś desperatka co na siłe chce ze mnie zrobic swojego faceta, nawet nie widziała mojego mieszkania widzielismy sie raptem 2 razy a ona juz rozmysla".Zapewne tobi to dlatego, ze sam sie o to prosisz. Jesli nie masz powaznych oczekiwan wobec dziewczyne to po jaka chol*ere ja calujesz? Blaznisz sie strasznie. 15 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-29 15:35:53 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Jest wiele plusow bycia singlem, ale jest tez wiele minusów. Fakt, nie potrzebuje faceta już i zaraz, żeby byc szczęsliwa. I nie pierwszego lepszego, żeby tylko wypełniał moją samotnośc. Chciałam tylko poszukac przyczyn, dla których nie moge znaleźc tego "odpowiedniego". Może jeszcze sie nie znalazl. A moze po prostu za bardzo chce przelac na kogos uczucia i faceci zwiewają. A może cos ze mna jest nie tak...ale watpie, żeby to ostatnie było przyczyną. Jak mozna zachwycac się czyjąs uroda, lubiec spedzac z kims czas, ale co do zwiazku z ta osobą to już nie za bardzo. Zastanawialam sie tez, czy nie wywyzszam sie za bardzo, albo nie sprawiam wrazenia jakiejs zarozumialej lub niedostepnej, chłodnej. Może mam jakąś skorupe, przez która faceci nie mają ochoty się przedzierac. Może wysyłam nieświadomie jakieś sygnały, przez które oni nie chcą sie bardziej zbliżac. Nie wiem... 16 Odpowiedź przez marilyn86 2012-01-29 20:49:45 marilyn86 Tajemnicza Lady Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-17 Posty: 83 Odp: Samotność...już nie daję rady...Ja mam 26 lat. Prawie dwa lata temu, na ostatnim roku studiów rozstałam się po 8 latach ze swoja pierwsza miloscia. Bardzo szybko weszlam w kolejny zwiazek, ktory dwa miesiace temu przeszedl do historii. Praktycznie pierwszy raz od 10 lat jestem sama...To dopiero doł:) Probuje sie przyzwyczaic:) W tej chwili wiem, ze nie bardzo bylabym w stanie wejsc w kolejny zwiazek, ale najgorzej jest gdy ogarnia mnie paniczny lek, ze nigdy nikogo nie znajde. Dostaje wrecz ataku histerii:)Naprawde!!!Rycze i rozpaczam:) Mam nadzieje, ze mi to w koncu przejdzie:) Tak jak wspomnialam wiem, ze po moich przejsciach nie moglabym z nikim teraz byc. Postanowilam ten czas wykorzystac na troche samorozwoju:)Nabrac smialosci, pewnosci siebie, nauczyc sie cieszyc drobnostkami, dniem dzisiejszym. Okazuje sie, ze do tej pory swoje szczescie uzaleznialam od obecnosci chlopaka w moim zyciu. Teraz bez nikogo w moich ramionach moge albo sie zalamac albo nauczyc sie szczesliwie zyc sama. To STRASZNIE trudne, ale wierze, ze w koncu mi sie uda. Probuje tez wyleczyc sie z tych atakow paniki:)Wiem, ze nie rozwiazuje Twojego problemu Julio, ale chcialam Cie swoim postem pocieszyc, ze inni maja gorzej:) Jestes mlodsza ode mnie, masz znajomych, z ktorymi czesto wychodzisz. Juz masz wielka szanse predzej czy pozniej kogos poznac. Ja tak bylam omotana obecnoscia zwlaszcza swojego pierwszego chlopaka, miloscia do niego, ze teraz nie mam praktycznie nikogo, prawie zadnych znajomych. Pozniej poznalam drugiego chlopaka i tez juz nikogo nie probowalam poznac. A jestem juz w takim wieku, ze sporo moich rowiesnikow ma juz rodziny, swoje sprawy. Naprawde tylko sie zalamac:)Ale musze myslec pozytywnie, bo co mi pozostalo:) Takze glowa do gory:) Na pewno spotkasz jeszcze swoja wielka milosc:) 17 Odpowiedź przez Suahili 2012-01-30 01:31:27 Suahili Net-facet Nieaktywny Zawód: miłosny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 338 Wiek: 23 Odp: Samotność...już nie daję rady...Julia a może Ty jesteś zimna jak głaz i faceci uciekają? Sprawiasz wrażenie osoby takiej Królowej Lodu? 18 Odpowiedź przez duromito 2012-01-30 03:15:46 duromito Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-21 Posty: 118 Odp: Samotność...już nie daję rady... A wiesz Suahili, że o tym samym pomyślałem. Julia88 jesteś młoda, ładna, inteligentna, miła i sympatyczna, a masz jakieś wady? Może problem jest w tym, że wydaje Ci się, że jesteś idealna i szukasz ideału, przez co stajesz się "niedostępna"? Może jak zwykle nie wychodzi, bo stawiasz facetom zbyt wysoko poprzeczkę, przez co wycofują się zanim zdążą się w ogóle w cokolwiek zaangażować? Julia88 napisał/a:Jest wiele plusow bycia singlem, ale jest tez wiele rację, ale nie do końca. Wiele osób nie widzi w ogóle plusów bycia singlem (może na początku ), ale też wiele osób nie widzi się w jakimkolwiek związku. Wszystko zależy od określonej osobowości i punktu widzenia. Julia88 napisał/a:Fakt, nie potrzebuje faceta już i zaraz, żeby byc najwyraźniej nie trapi problem ludzi samotnych pragnących miłości, ciepła i bliskości drugiej osoby. Co prawda w jednym (tylko) zdaniu piszesz tak:Julia88 napisał/a:?moze po prostu za bardzo chce przelac na kogos uczucia?Czyli jakieś uczucia posiadasz, ale za to w paru innych piszesz tak:Julia88 napisał/a:wszyscy znajomi wokół mnie kogoś mają, a ja wieczna singielka. Ciągle pytają, czy już z kimś się spotykam, albo jak tam ten, jak tam tamten .są ferie...wszyscy wyjeżdżają gdzieś w parach, a ja jak zwykle nie mam z pewnie będą wyglądały podobnie.?jeszcze jak mam tą świadomość, że np w ekipie moich znajomych jestem jedyną wrażenie, że Ty tylko w małym stopniu pragniesz być z kimś z potrzeby serca, a chcesz się tylko przypodobać otoczeniu. Nie chcesz "nie pasować" do swoich znajomych, chcesz mieć, z kim wyjechać na ferie, chcesz dostać pluszowego misia na walentynki i pozbyć się wreszcie świadomości, że jesteś inna, bo nikogo nie masz. Może to też jest powód, że faceci uciekają? Może wyczuwają, że nie traktujesz związków zbyt poważnie? Nie sposób nie zgodzić się z Iskrą1221, że być z kimś tylko, dlatego by nie odstawać od reszty to:Iskra1221 napisał/a:?zbyt malo, aby moc budowac szczesliwy jak:Julia88 napisał/a:Jak mozna zachwycac się czyjąs uroda, lubiec spedzac z kims czas, ale co do zwiazku z ta osobą to już nie za że można. Jeśli mam ładną koleżankę to, dlaczego mam jej tego nie powiedzieć, że taka właśnie jest? Czy to musi od razu oznaczać, że ją podrywam? A że lubię spędzać z nią czas, bo pasjonująco się nam rozmawia na różne tematy to też musi dla niej oznaczać, że planuję spędzić z nią resztę życia? 19 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-30 10:11:03 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Kurcze DUROMITO rozbroiłeś mnie tym postem totalnie:D Nie zaprzeczam, że możesz niemieć racji, bo w końcu ja sama nie znam tej przyczyny...ale zgodzić się mogę chyba tylko z tym, że moge być zimna i niedostępna. I to tez niezawsze, bo zalezy od faceta. Jak mi się fajnie z nim gada, to śmieję się, jestem pogodna, otwarta, a jak jest np . jakiś bardzo przystojny albo strasznie wygadany, to wtedy się wstydzę i jestem taka trochę niedostępna. Tzn mogę sprawiać takie wrażenie:) tylko nie wiem za bardzo jak to zmienić...jestem jaka jestem...mój ojciec też był dla mnie zimny całe życie:) 20 Odpowiedź przez aga303 2012-01-30 10:57:18 aga303 Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zawód: nauczycielka Zarejestrowany: 2009-12-22 Posty: 212 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... Wydaje mi się,że punkt widzenia zależy od punktu nigdy nie była w związku a bardzo tego pragnie nie zrozumie teorii "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz".Szczerze,to ja w tym momencie "kicham" na tzw. robienie co marcu skończe 24 lata a w związku byłam raptem 3 miesiące i przez ten czas byłam najszczęśliwsza i wiele bym dała żeby ten stan trwał musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem wszystko zależy od charakteru osoby posiadającej dany ktoś pisze post dotyczący tego że jest cały czas sam a wszyscy wokół niego kogoś mają to moim zdaniem wcale nie oznacza że chce kogoś mieć bo inni oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje kuzynke,która 6 lat była w jednym związku...po tym czasie go skończyła i po 2 miesiącach poznała kogoś nowego i znów jest w związku i jest się mi dziwi że mi jest tak źle być zadam pytanie czy ona wogóle mnie rozumie?Bo wg. mnie ona nie wie co czuję ja i co czują inne osoby które są nigdy tego nie zrozumie. Julia88 pozostaje nam wierzyć bo szukanie na siłe chyba nic nie daje. Nie można kochać innych,nie kochając siebie.... 21 Odpowiedź przez krewzalewa 2012-01-30 11:37:41 krewzalewa Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-10-23 Posty: 393 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... aga303 marudzisz, a jak trafisz na jakiegoś nic nie wartego to będziesz miała tylko przykrości z tego i serio nie desperuj bo na serio trafisz. Żadnego z moich związków poprzednich jakby to każdy określił nie nazwę związkiem bo to były przelotne znajomości z dziewczynami, które nie wiadomo czego chciały. Jedyne co mi z tego przyszło w zeszłym roku to załamanie bo gdzieś tam sobie nawkręcałem, że się do niczego nie nadaję. W czerwcu 2011 podjąłem decyzję co dalej robić i ruszyłem do przodu. Ciesze się tylko, że z żadną do niczego nie doszło bo i tak bym sam został. Dlatego stwierdzam nie miałem dziewczyny nigdy to co było to było tylko branie i wykorzystywanie czyjejś dobroci. Dobrze tylko jak się od łóżka nie zaczyna to łatwiej napisał/a:Nie musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem pewnie jak bym coś takiego od jakieś usłyszał to by mnie tu nie napisał/a:To oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje widzę szczęśliwe pary to... nie jednak jakoś to na mnie nie robi wrażenia, swoją drogą lepiej widzieć szczęśliwe pary niż kłócące się "ciesz się że jesteś sam" zrozumiałem za 5 podejściem. Otóż lepiej być samemu i nie prosić się ból i problemy niepotrzebnie, jest 1000 innych fajnych rzeczy w życiu, którymi się można zająć. Jak skupisz się na tylko na szukaniu związku to znajdziesz kogoś kto Ci będzie ładnie kadził żeby zaliczyć jak mówiłem nie desperuj szukaj spokojnie kogoś wartościowego co myśli jak Ty. Jestem facetem 22 Odpowiedź przez aga303 2012-01-30 12:09:16 aga303 Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zawód: nauczycielka Zarejestrowany: 2009-12-22 Posty: 212 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... Krewzalewa ja nie chodze po mieście z wypisanym na czole tesktem "desperacko kogoś szukam" chciałam tylko powiedzieć a właściwie napisać że wszystko zależy od osobowości i że głodnego nigdy nikt nie zrozumie. Co masz na myśli pisząc to: "Wiesz pewnie jak bym coś takiego od jakieś usłyszał to by mnie tu nie było."Nie zrozumiałam każdy związek łączy się z bólem, a bycie samemu mnie nie rajcuje co nie oznacza że szukam wiem dlaczego jak ktoś na tym forum pisze że jest samotny bo nie jest w żadnym związku odrazu wszyscy wyrzucają mu że jest rozumiem takiego dziwne że komuś jest z tego powodu źle?Tak samo jak bez sensu jest przekonywanie takiej osoby że wygrała los na loteri bo jest sama i ma święty w związku nie oznacza odrazu gehenny. Nie można kochać innych,nie kochając siebie.... 23 Odpowiedź przez krewzalewa 2012-01-30 13:14:16 krewzalewa Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-10-23 Posty: 393 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... aga303 napisał/a:Krewzalewa ja nie chodze po mieście z wypisanym na czole tesktem "desperacko kogoś szukam"To dobrze zapobiegawczo napisałem nie gniewaj się po sobie wiem jak człowiek może desperować napisał/a:Co masz na myśli pisząc to: "Wiesz pewnie jak bym coś takiego od jakieś usłyszał to by mnie tu nie było."Nie zrozumiałam kogoś stać na takie wyznanie to znaczy, że dobrze myśli ja nigdy czegoś podobnego nie napisał/a:Nie każdy związek łączy się z bólem, a bycie samemu mnie nie rajcuje co nie oznacza że szukam dobrze tak trzymajaga303 napisał/a:Nie wiem dlaczego jak ktoś na tym forum pisze że jest samotny bo nie jest w żadnym związku odrazu wszyscy wyrzucają mu że jest tutaj już jest hehe, nie po prostu jak człowiek długo jest sam to zaczyna się dręczyć i czasem na siłę próbuje co nie znaczy, że Ty tak napisał/a:Nie rozumiem takiego dziwne że komuś jest z tego powodu źle?Nie dziwne normalne, sam miałem dość własnego życia. Jednak miałem dość meczenia się z nieodpowiednimi osobami co było gorsze niż ŹLE więc z dwojga złego bycie samemu napisał/a:Tak samo jak bez sensu jest przekonywanie takiej osoby że wygrała los na loteri bo jest sama i ma święty w związku nie oznacza odrazu przekonuje, po prostu lepiej się czymś zająć niż dręczyć, tylko co do tego przekonuję. Owszem też uważam, że bycie w związku to nie gehenna tylko obie strony muszą pasować do siebie i na pewno będzie spoko. Jestem facetem 24 Odpowiedź przez Suahili 2012-01-30 15:56:03 Suahili Net-facet Nieaktywny Zawód: miłosny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 338 Wiek: 23 Odp: Samotność...już nie daję rady... aga303 napisał/a:Wydaje mi się,że punkt widzenia zależy od punktu nigdy nie była w związku a bardzo tego pragnie nie zrozumie teorii "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz".Szczerze,to ja w tym momencie "kicham" na tzw. robienie co marcu skończe 24 lata a w związku byłam raptem 3 miesiące i przez ten czas byłam najszczęśliwsza i wiele bym dała żeby ten stan trwał musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem wszystko zależy od charakteru osoby posiadającej dany ktoś pisze post dotyczący tego że jest cały czas sam a wszyscy wokół niego kogoś mają to moim zdaniem wcale nie oznacza że chce kogoś mieć bo inni oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje kuzynke,która 6 lat była w jednym związku...po tym czasie go skończyła i po 2 miesiącach poznała kogoś nowego i znów jest w związku i jest się mi dziwi że mi jest tak źle być zadam pytanie czy ona wogóle mnie rozumie?Bo wg. mnie ona nie wie co czuję ja i co czują inne osoby które są nigdy tego nie zrozumie. Julia88 pozostaje nam wierzyć bo szukanie na siłe chyba nic nie jest piękne co napisałaś Krewzalewa pisze, że marudzisz ale w cale tak nie jest. Ja Cię doskonale co do Julii to jak czasem bywasz zimna to musisz to zmienić. Mnie zawsze odrzucało od takich zimnych babek 25 Odpowiedź przez ttangled 2012-01-30 16:34:53 ttangled Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-12 Posty: 6 Odp: Samotność...już nie daję rady...to moze się spotkamy, by nie czuc sie tak samotnie. ja ze sląska jestem;) 26 Odpowiedź przez kat14 2012-09-02 15:35:03 Ostatnio edytowany przez kat14 (2012-09-02 16:28:00) kat14 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-09-02 Posty: 3 Wiek: 26 Odp: Samotność...już nie daję rady... Suahili napisał/a:aga303 napisał/a:Wydaje mi się,że punkt widzenia zależy od punktu nigdy nie była w związku a bardzo tego pragnie nie zrozumie teorii "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz".Szczerze,to ja w tym momencie "kicham" na tzw. robienie co marcu skończe 24 lata a w związku byłam raptem 3 miesiące i przez ten czas byłam najszczęśliwsza i wiele bym dała żeby ten stan trwał musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem wszystko zależy od charakteru osoby posiadającej dany ktoś pisze post dotyczący tego że jest cały czas sam a wszyscy wokół niego kogoś mają to moim zdaniem wcale nie oznacza że chce kogoś mieć bo inni oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje kuzynke,która 6 lat była w jednym związku...po tym czasie go skończyła i po 2 miesiącach poznała kogoś nowego i znów jest w związku i jest się mi dziwi że mi jest tak źle być zadam pytanie czy ona wogóle mnie rozumie?Bo wg. mnie ona nie wie co czuję ja i co czują inne osoby które są nigdy tego nie zrozumie. Julia88 pozostaje nam wierzyć bo szukanie na siłe chyba nic nie jest piękne co napisałaś Krewzalewa pisze, że marudzisz ale w cale tak nie jest. Ja Cię doskonale Cię rozumiem. Jakbym to ja pisała... Ja byłam w związku 2 razy, ale większość życia i tak jestem sama. Będąc z kimś nie zdążyłam się ani zmęczyć, znudzić, ani znużyć. Kochałam całym sercem, ale też nie zapominałam o sobie i swoich pasjach. Rady "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz" sa dobre dla kogoś, kto po długim czasie jest znowu sam. Wtedy rada "zajmij się sobą" ma jakiś sens. Jestem samodzielną kobietą, ale do szczęścia brakuje mi prawdziwej miłości. Nie interesują mnie związki na chwilę, ale tez nie wiążę się z kimś na siłę, tylko po to, żeby miec faceta. Mam przyjaciół, znajomych, ale 99% z nich to małżenstwa lub pary, ktore za chwilę zalegalizują swój związek. Cieszę się ich szczęściem, ale ta sytuacja sprawia, że czuję się jeszcze bardziej samotna. Mam dużo zajęć, jestem aktywna, ale nawet jeśli wychodzę gdzieś ze znajomymi, to otaczają mnie same pary. Nawet juz nie wiem, gdzie moglabym poznać kogoś osoba będąca w podobnej sytuacji może zrozumieć drugą osobę i tę ogromna pustkę, którą ma się w środku, samotność, która boli nie tylko psychicznie ale i jestem kochana czuję że mogłabym góry przenosić, żadne problemy nie sa mi straszne. Ale kiedy jestem sama, nie czuję w sobie tej siły. I to jest straszne. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Pustynia to nie termin geograficzny, ale obraz egzystencji człowieka, także dzisiaj. Pustynia jest w ludzkim życiu realnie obecna. Jest częścią człowieka, życia, każdego oznacza słowo pustynia? W rozumieniu Biblii pustynia nie oznacza „przestrzeni wypełnionej piaskiem”. Pustynia jest raczej obrazem samotności, opuszczenia, wypalenia. Być na pustyni oznacza: nie mieć nikogo, nie móc się porozumieć, uginać się pod ciężarem, nie znajdować w niczym radości, być osowiałym, „wewnętrznie skurczonym” (Anselm z Canterbury). Pustynia to bezradność i uzależnienie od innych, rozpacz i uczucie, że ziemia zapada się pod stopami, wewnętrzna pustka i to nie termin geograficzny, ale obraz egzystencji człowieka, także także:Pytano starca na pustyni: W jaki sposób dusza nabiera pokory? Ten odpowiedziałTomasz Sartory, znany teolog katolicki, opisał kiedyś „sytuację pustyni” dzisiejszego człowieka w następujący sposób:Człowiek współczesny nie przemierza suchego, bezludnego kraju w dosłownym tego słowa znaczeniu. Mieszka w miastach. Ale czyż właśnie te gęsto zaludnione miasta nie są miejscami największej samotności i opuszczenia? Czyż nowoczesne mrówkowce nie stały się właśnie symbolem nowoczesnego odludzia? W wielu jednoosobowych celach ludzie urządzali sobie z czasem z coraz większą perfekcją i luksusem swoje pustelnie. Te cztery ściany, w których, zazwyczaj samotni, czekają na telefon, na wizytę, na coś, co przerwie rozpacz osamotnienia. Któż może w nieskończoność czytać, słuchać płyt, oglądać telewizję, czy też przygotowywać smakołyki na grillu. Tu mamy kawałek nowoczesnej pustyni, miejsce osamotnienia i się: samotność przybrała dziś przerażające rozmiary. Zewnętrznie ludzie coraz bardziej przybliżają się do siebie, ich serca jednak oddalają się od siebie. Sieć stosunków międzyludzkich porwana jest na strzępy. Jakże wielu z nas ma poczucie, że traci grunt pod nogami, czuje się opuszczonymi! Jakże wielu z nas nie ma się komu zwierzyć, załamuje się, traci odwagę, ulega poczuciu bezradności, niemożności przedsięwzięcia czegokolwiek, chciałoby najchętniej „ze sobą skończyć”.Na pustyni każdy jest całkiem sam. Dotyczy to ludzi biednych w tym samym stopniu, co bogatych. Nie ma tu nikogo, do kogo można by zaraz zadzwonić, zapytać, poprosić o radę czy informację. Pustynia jest nudna i jednostajna, ciągle to samo: słońce, wiatr i ma nic, co by mogło odwrócić naszą uwagę. Nie ma nikogo oprócz nas nikogo nie pozostawia bez echa. Stanowi całą rozpiętość fizycznych i duchowych cierpień, defekty psychiczne, granice naszego temperamentu. Także niepowodzenia i upadki, nieporozumienia i niezrozumienia, pogarda i pomówienie – wszystko to kryje w sobie słowo: to wszystko, co „przekreśla” nasze życie, co nas „krzyżuje”, co nam wchodzi w drogę: wszystko, co nas trapi, oczernia i hańbi, co przekreśla nasze plany, wszystko co nas męczy, hamuje i przeszkadza nam, co obraca w niwecz nasze trudy, wszystko, co nie pozwala nam się cieszyć, co nas boli, co nam kaleczy życie, nas nieomal także:Matki pustyni: jedna była… mnichem, inna mieszkała w grobowcuNiepowodzenia zawodowe, brak pracy, kłopoty z krążeniem, awans, który nas ominął; człowiek, który nam działa na nerwy albo odwrotnie: do którego czujemy nadmierną sympatię; ktoś, z kogo należałoby zrezygnować, ale się nie potrafi; uporczywe myśli i depresje; córka, która nie przeszła do następnej klasy, syn, który nie daje sobie rady w Ameryce, „niechęć do słuchania o kimkolwiek z samego tylko rozczarowania”, niemożność zaufania Bogu, bo nic się nie udało – cały ten barwny bałagan może kryć się pod pojęciem pustyni, przez którą musimy iść, co dzień, co – to nazwane i nienazwane fobie, poczucie straty i zawodu, błędne postawy i błędne gesty, drogi naokoło i drogi do nikąd, słuszne lub urojone poczucie winy; rozczarowania, które nie zawsze wyprowadzają z błędu; cierpienia i niezaspokojone potrzeby, dla których jeszcze nie znaleziono imienia, ale które można by sprowadzić do wspólnego mianownika: dłużej już się nie da, mimo, że by się która dosłownie rozbija się o chłód własnego dziecka; oszukana dziewczyna; rodzina, w której nikt już ze sobą nie rozmawia; żona, którą mąż zdradza, lub po prostu zostawia, wyrzuca jak „zużyty mebel”…Tak można by przytaczać szereg przykładów. Pustynia jest w ludzkim życiu realnie obecna. Jest częścią człowieka, życia, każdego życia, jak głowa jest częścią ciała. Nikt, patrząc na swoje życie nie może powiedzieć z czystym sumieniem: „Jestem bezgranicznie szczęśliwy. W moim życiu wszystko dotąd szło jak z płatka!” To byłoby wprowadzanie samego siebie w błąd, oszukiwanie samego siebie. Byłby to człowiek, który nigdy naprawdę nie żył. „Bezgranicznie szczęśliwy” to bajeczka dla grzecznych jest tak stara jak sama ludzkość. Doświadczały jej już wielkie postaci biblijne. Abraham, Mojżesz, Eliasz, Dawid, Jan Chrzciciel, Chrystus, Paweł – każdy z nich miał swoją pustynię, taką czy inną. Jedni doświadczali jej dłużej, inni krócej, jedni w większym, inni w mniejszym przykład Eliasz, prorok Starego Testamentu, miał wszystkiego dość i pragnął umrzeć, jak czytamy w Pierwszej Księdze Królewskiej (19,1nn). Jonasz nie poszedł do Niniwy i uciekł do Tarszisz (= Gibraltar), uważany wtedy za „koniec świata”. Św. Paweł, apostoł narodów, wzdychał nad swoim „nieszczęśliwym ciałem” (Rz 8,23); a Jezus wzdychał nad „złym i cudzołożnym plemieniem” (Mk 9,23; Mt 17,17; Łk 12,50; Mt 26,38).Przez cóż musiał przejść Dawid, który drogo musiał zapłacić za swoje cudzołóstwo, albo Jeremiasz, ten wspaniały i wrażliwy człowiek, który oddał Bogu swoje ostatnie siły! Jakże wzdychali przed laty autorzy psalmów równo 2700 lat temu: Jahwe, jak możesz do tego dopuścić, żeby złość ludzka tak nas prześladowała, abyśmy dusili się w błocie, aby woda sięgała nam po szyję, żeby porywał nas prąd! „Zbudź się Panie, dlaczego śpisz…?”Czytaj także:Abba Antoni: „Tak rób, a będziesz zbawiony”. Ojcowie pustyni wiedzą, co mówiąPrawo pustyni przewija się przez całą historię Kościoła, począwszy od Ojców Pustyni a skończywszy na św. Janie od Krzyża (1542–1591), wielkiej św. Teresie z Avila (1515–1582) i św. Ignacym Loyoli (1491–1556) aż do św. Edyty Stein (1891–1942). Najwyraźniej pustynia to ważna brama do przyszłości prawem pustyni spotykamy się też w naszym codziennym życiu. W tej pustyni przypominamy wyschniętą i popękaną ziemię, która woła o wodę. Ale czyż nie jest z drugiej strony prawdą: kto jest spragniony, ma nadzieję na to, że dostanie coś do picia?Pustynia, jeśli się na niej wytrwa, może stać się wielką życiową szansą. Okazuje się potem, że była to niepowtarzalna możliwość, aby dorosnąć, zdobyć wiedzę inaczej nieosiągalną. Pustynia ma niezwykłe znaczenie dla wewnętrznego dojrzewania człowieka, można wręcz powiedzieć: nieocenioną wartość.„Ludzie pokryci bliznami mają w sobie szczególny żar” (Gisbert Greshake), można było przeczytać swego czasu na jednej z kart kalendarza. Oznacza to: Ludzie Ci nauczyli się, że rany to jednocześnie egzamin z życia, klasówka z życia, aby wypróbować siłę, wewnętrzne przekonanie, charakter człowieka. W tym duchu pisze też Georg Moser, zmarły w 1988 biskup diecezji Rottenburg-Stuttgart, w swej książce: Auf dem Weg zu mir selbst:Cierpienie może uczynić nieczułym i zgorzkniałym; potrafi jednak też otworzyć nam oczy i podarować nam głębsze i klarowniejsze spojrzenie na świat. Burząc fasady i łamiąc lód na powierzchni naszej egzystencji, otwiera nas na nowe doświadczenia i nowe horyzonty. Doświadczenia pustyni nie da się niczym zastąpić. Ktoś kiedyś powiedział:Gdy zastanawiam się nad swoim życiem muszę przyznać: Najcenniejszymi godzinami mojego życia były te, kiedy wydawało mi się, że jestem w sytuacji bez wyjścia. Często odkrywamy, że to, co z pozoru wygląda na nieszczęście, okazuje się wkrótce Ludwig Balling, misjonarz z zakonu Mariannhill, wyraża tę myśl w następujący sposób:Odnowa i nawrócenie możliwe są tylko dla tego, kto krzyżowi mówi tak. Bez krzyża – bez bólu, bez trudu i wysiłku nie ma prawdziwego postępu, również w życiu duchowym. Droga do wewnętrznej reformy prowadzi przez Golgotę. Napis w katedrze w Schleswig jest wyrazem prastarego doświadczenia: „Musimy codziennie umierać, aby nie umrzeć, kiedy będziemy umierać”. Nam, ludziom współczesnym trudno to pojąć. Myślimy „perfekcjonistycznie”. Wszystko musi być doskonałe i stawać się jeszcze doskonalsze: mieszkanie i wyposażenie, od robota kuchennego po telewizor. Do tego świata nie pasuje żaden krzyż, żaden ból, żadne cierpienie, żadna pustynia. Są jak gruba krecha, co przekreśla nasze osiągnięcia. Zdarzyło się to już uczniom: słowa o krzyżu wydawały im się ciemne, tak, że nie mogli ich zrozumieć (por. Łk 9,45).Zrozumieć tego się nie da, można w to tylko uwierzyć. Wiara to jednak więcej niż wiedza. Wiara jest łaską i Bóg chce byśmy o nią prosili. Kto się modli, pokona przeciwności lub może już je pokonał. Ale – nie każdy cierpiący znajduje drogę do wyzwalającej także:A jeśli przez „trudnego brata” mówi do nas Jezus? Ojcowie Pustyni piszą o „słabym punkcie”Fragment książki „Nie ma bezsensownych dróg” Reinhard Abeln, dr filozofii, ur. 1938, żonaty, dwoje dzieci; uzyskawszy niższy stopień nauczycielski, studiował filozofię, psychologię, pedagogikę i antropologię; od 1970 dziennikarz kościelnej prasy, wykładowca na Uniwersytecie Trzeciego Wieku; liczne publikacje dotyczące problemów życiowych, małżeńskich i Kner, prałat, ur. 1911, przez 40 lat duszpasterz parafialny w Studgarcie i Ulm, przez 13 lat kapelan w Klinice Psychiatrii i Neurologii w Rottweil-Rottenmünster, od 1988 proboszcz w stanie spoczynku w domu „Dobry Pasterz” w Untermarchtol; ma na koncie liczne kursy wyjazdowe i dni skupienia; autor licznych książek i broszur z poradami duszpasterskimi w ważnych życiowych problemach.
Witaj! Na podstawie listu nie można stawiać diagnozy, jednak jedno jest pewne – powinnaś jak najszybciej skontaktować się z psychologiem. Myśli samobójcze, a w Twoim przypadku wręcz podejmowanie prób samobójczych, to fakt wystarczający do konieczności wizyty u psychologa. Piszesz, że czujesz się nieszczęśliwa, że źle Ci z doświadczeniami, które masz za sobą, mimo że niczego Ci niby nie brakuje. To, czy czujemy się szczęśliwi, często nie jest zależne od wskaźników typu status materialny, bycie z kimś, dobra praca. Nierzadko bywa tak, że ludzie, którzy mają prawie wszystko, akurat szczęścia w sobie nie mają. Piszesz o niskiej samoocenie, braku poczucia zrozumienia. Mogę Cię zapewnić, że poruszenie tych wszystkich kwestii w przyjaznej atmosferze z psychologiem, któremu zaufasz, może zaowocować początkiem zmian na lepsze w Twoim życiu. Wiem, że być może na razie trudno spojrzeć Ci z nadzieją na możliwość takich zmian, ale czy wobec takiej perspektywy warto zwlekać z decyzją o wizycie u psychologa? Pozdrawiam Cię serdecznie!
nie daje sobie rady w zyciu