W wyborze aktywności, których warto spróbować w Tajlandii, by pobyt był niezapomniany, satysfakcjonujący i pełen wrażeń, pomogli nam blogerzy. Zobaczcie, co warto zrobić w Tajlandii! 1. Daj nura i podziwiaj świat makro. Fot. szalonewalizki.pl. - Tajlandia ma co najmniej kilka miejsc uwielbianych przez nurków, takich jak: Phi Phi
Od czasów starożytnych, ludzie zawsze szukali i przeniósł się do przezwyciężenia przeszkód, który spotkał ich na drodze. Później, kiedy nauczyliśmy się oswajać zwierzęta, trudne odcinki drogi można pokonać jazda na słoniu lub konia.
Phuket to największa wyspa Tajlandii, położona na zachodnim wybrzeżu Półwyspu Malajskiego na morzu Andamańskim. Stanowi ona również całą prowincję, której stolicą jest miasto o takiej samej nazwie. Wyspa Phuket ma około 542 km² powierzchni i zamieszkuje ją około 280 tysięcy ludzi.
Jeżeli w Tajlandii przebywasz na dłuższych wakacjach i zastanawiasz się nad wyrobieniem tajskiego prawa jazdy, to „zdradzę” ci niewątpliwy bonus jaki ten dokument może przynieść. Otóż zgodnie z polskimi przepisami, każde legalnie wydane prawo jazdy można zamienić na polskie prawo jazdy! Bez względu na kraj, gdzie zostało
Jeszcze dwa lata temu jazda na słoniu, kąpanie go w basenie i karmienie największego ssaka lądowego należały do turystycznych atrakcji na rajskiej wyspie Bali. Jednak pandemia wymiotła
Karmienie dzikich tygrysów oraz jazda na słoniu to niezapomniane przeżycia. Du kannst nicht zwei Pferde gleichzeitig reiten . Nie można upiec dwóch pieczeni na jednym rożnie, kochanieńka .
tkxy94O. Dużo ostatnio pisze się o słoniach w Tajlandii. I słusznie, to bardzo ważny temat, który świadomy turysta powinien choć w minimalnym zakresie zgłębić. Tajlandia pełna jest miejsc, gdzie słonie służą człowiekowi w sposób dla nich nienaturalny i okupiony ogromnym cierpieniem. W sieci można znaleźć wiele informacji o łamaniu ducha słoniom, bo to warunek by je wytresować do zadań, które człowiek im wyznacza. Małe słonie odbierane są matkom bardzo wcześnie, zamykane w ciasnych klatkach i bite, aż staną się obojętne i posłuszne. Żebranie, wożenie turystów po atrakcjach czy w dżungli, malowanie obrazków to tylko niektóre zajęcia, które stają się ich udziałem i z których żyją ich właściciele. Bo często słoń jest jedynym źródłem utrzymania tajskiej rodziny. Turystyka w Tajlandii w dużej mierze łączy się z atrakcjami, w których wykorzystywane są słonie. A one nie są do tego przystosowane w żaden sposób. Więc zanim wsiądziesz na słonia, zastanów się proszę przez chwilę czy naprawdę musisz to robić. Jest wiele innych sposobów by obcować z tymi cudownymi zwierzętami w sposób dla nich najmniej bolesny. Planując naszą podróż po Tajlandii, bardzo chcieliśmy spędzić jeden dzień w towarzystwie słoni. Starannie przejrzałam sieć w poszukiwaniu miejsc, w których słonie traktowane są dobrze, gdzie się na nich nie jeździ, nie malują i nie tańczą, chodzą swobodnie. Oczywiście, pobyt słoni nawet w najlepszych ośrodkach (zwanych sanktuariami), które nie są ich naturalnym środowiskiem, nie jest dla nich najlepszym rozwiązaniem. Pamiętać jednak musimy, że to są słonie, które na wolności nie poradziłyby sobie, bo takiego życia po prostu nie znają. Z dwojga złego, skoro i tak znajdują się w takich ośrodkach, a ich utrzymanie sporo kosztuje, to można w sposób dla nich neutralny spędzić z nimi czas, służąc im w określony sposób. Jednym z takich miejsc wydaje się być Elephant’s World niedaleko Kanchanaburi. W ośrodku znajduje się 26 słoni w różnym wieku i stanie, wszystkie mają za sobą ciężkie doświadczenia w pracy z ludźmi, wiele z nich jest schorowanych. Wolontariusze zajmujący się turystami w tym ośrodku opowiadają historie wielu swoich podopiecznych, pokazują ich urazy powstałe w wyniku służby ludziom. Niektóre mają poszarpane uszy od przedzierania się przez dżunglę z turystami na grzbietach, inne z powodu chłostających ich gałęzi nawet oślepły. Zobaczycie słonie z wklęsłymi grzbietami od ciężkiego stelażu i wożenia turystów i słonie, które zaznały od człowieka tyle złego, że stały się agresywne. Te mają na szyjach czerwone liny, żeby na nie uważać. Wolontariusze opowiadają, że słonie na grzbiecie mogą unieść najwyżej 80 kg, a przecież nosząc ciężki drewniany czy metalowy stelaż i z reguły dwoje turystów, ciężar ten jest znacznie przekroczony, co ma ogromny wpływ na ich zdrowie. Bardzo czułym miejscem na ciele słonia są ich stopy. Słonie wyczuwają drgania z odległości 60 km, a przecież wożą turystów w centrach dużych hałaśliwych miast, co bardzo źle wpływa na ich psychikę. Niestety to człowiek jest przyczyną ich tragicznego losu i nie powinniśmy przykładać do tego naszej ręki. Dlatego jeśli zależy Wam na kontakcie ze słoniem, wybierzcie starannie miejsce, gdzie może się to odbyć w najbardziej humanitarny dla nich sposób. I zawsze sprawdzajcie najnowsze opinie, bo i te mogą się zmienić. Dzień w Elephant’s World rozpoczyna się od zbiórki i podziału na 10-osobowe grupy, do których przydzieleni zostają wolontariusze. My trafiamy pod skrzydła Australijki i Holenderki, a w grupie mamy dwie Kanadyjki i rodzinę z Kolumbii. Na początku wydaje się, że ludzi jest mnóstwo, ale po podziale na grupy nagle wszyscy znikają. Zajęcia są tak zorganizowane, że z innymi grupami spotykamy się ponownie tylko podczas naszego posiłku i na zakończenie dnia. Zaraz potem ma miejsce pierwsze karmienie słoni. W ruch idą warzywa wszelakiej maści, zgodnie z potrzebami i upodobaniami poszczególnych słoni, które mają rozpisane menu na dużej tablicy. Słonie karmione są ze specjalnego drewnianego pomostu, do którego podchodzą i wyciągają trąby po smakołyki. Przy każdym słoniu czuwa jego opiekun. Po karmieniu idziemy nad rzekę obserwować słonie w wodzie, ich zachowania. Wolontariusze opowiadają o próbach nawiązania więzi między słoniami, które tu nie są przecież rodziną, a mają bardzo silne poczucie więzi rodzinnych. Ponoć potrafią rozpoznać zwierzę lub człowieka, który im wyrządził krzywdę, nawet po kilkunastu latach. Podobnie poznają osoby im bliskie. W ośrodku próbują się zaprzyjaźniać, co nie jest dla nich łatwe. Obserwujemy trzy słonie, które ciągle trzymają się razem i starą słonicę, która zaadoptowała młodego, pełnego energii słonia, za którym biega i jest bardzo zmęczona tym „macierzyństwem”. Potem idziemy przygotowywać naszej słonicy posiłek- sticky pumpkin rice, czyli klejący ryż z dynią. Dynia musi być posiekana na drobniutkie kawałeczki, a potem ugotowana z ryżem na bardzo miękko. Nasza słonica nie ma zębów, więc musi otrzymywać papki. Kiedy dorośli kroją dynię, dzieci myją ogórki z pestycydów. Przy stole poznajemy się z naszymi towarzyszami z grupy, a wolontariuszki opowiadają o słoniach, które stoją w pobliskiej lecznicy. Później mieszamy ryż, żeby wystygł, dzieci biorą udział we wszystkich zajęciach. W czasie, gdy ryż stygnie, my idziemy na obiad. Jedzenie jest przepyszne, duży wybór dań i w dużej ilości, naprawdę pycha. Jemy na pomoście, wokół którego słonie spacerują i zażywają kąpieli błotnych. Bawią się jak dzieci, rzucają oponą jak piłką, siłują się i radośnie taplają w błocie 🙂 Po posiłku dzieci dostają gipsowe słoniki do pomalowania, nasze przyszły później więc muszą się spieszyć, bo trzeba iść karmić naszą słonicę tym, co jej przygotowaliśmy 🙂 Po obiedzie oglądamy krótki film o zachowaniach słoni i cechach gatunku, a potem idziemy robić z naszego sticky pumpkin rice duże kule, do których wkładamy witaminy i obtaczamy w jakiejś paszy. A potem karmimy. Słonica, czując zapach ulubionej potrawy, przybiega pod wiatę i tam zostaje nakarmiona 🙂 Po posiłku nadchodzi czas na kąpiel. Opiekunowie wprowadzają słonie do wody, tam są polewane wodą i szczotkami czyszczone z błota. W pewnym momencie słonie nabierają wody w trąby i zaczynają nas polewać. Mieliśmy wejść do wody do wysokości kolan, a skończyło się na przemoczeniu od stóp do głowy i konieczności zmiany ubrania po tej kąpieli. W czasie tego zbiorowego chlapania nasz słoń trąbą- jak pięścią- przetarł sobie oko, do którego dostała się woda. Ten odruch był tak ludzki, że obie z Lenką zamarłyśmy ze wzruszenia 🙂 Po zmianie ubrań nadszedł czas na ostatnie karmienie i pożegnanie ze słoniami. Dzieci dostają swoje pomalowane słoniki i dyplomy opiekuna słoni. Na tym kończy się nasza przygoda ze słoniami. Wiele się nauczyliśmy o tych wspaniałych zwierzętach, a spędzenie z nimi 8 godzin, uczestniczenie w ich zajęciach, na zawsze w nas zostanie. Dziewczynki miały olbrzymią frajdę i z przejęciem opowiadają o tym do dziś, a i dla nas, dorosłych, to było fascynujące doświadczenie. Czujnie obserwowałam wszystko, co się ze słoniami w ośrodku dzieje, ale nic nie wzbudziło moich wątpliwości. Słonie nie były do niczego zmuszane, poza znoszeniem obecności turystów. Ale znowu pamiętajmy, że to już nie są dzikie zwierzęta, które mogą wrócić na wolność. Nie mogą z powodu tego, co zrobił im człowiek. Widząc ile słonie jedzą, rozumiem, że jest to sposób na utrzymanie słoni w ośrodku i zdobycie środków na opiekę nad nimi. Głęboko wierzę, że tak właśnie jest i swoją obecnością tam nie przyłożyliśmy się do trudnego życia tych zniewolonych zwierząt. A Was gorąco zachęcam by spotkanie ze słoniem wyglądało w podobny sposób, a nie na jego grzbiecie. Informacje praktyczne: Dzień w Elephant’s World kosztuje 2500 bht dla dorosłych i 1500 bht dla dzieci. Cena obejmuje transport z dowolnego hotelu w Kanchanaburi w obie strony, wszystkie opisane zajęcia i pyszny obiad oraz wodę, którą dostaje się zaraz po opłaceniu pobytu. Pobyt w ośrodku należy zarezerwować online z wyprzedzeniem, należy zabrać ręcznik i ubrania na zmianę. I tu uwaga praktyczna- zabierzcie ciemne ubrania, bo jasnych do dziś nie mogę doprać. Komarów nie było, większość zajęć odbywa się pod zadaszeniem, więc słońce bardzo nie dopieka. Można wybrać dłuższe opcje pobytu w Elephant’s World. Kanchanaburi to bardzo przyjemne miasto, żałujemy, że byliśmy tam tak krótko. Nie mieliśmy w planach zwiedzania muzeów ani przejażdżki koleją śmierci, przyjechaliśmy tam tylko dla słoni. Dojazd z Bangkoku możliwy jest licznymi autobusami lub busami z Dworca Południowego albo taxi. Z tego co pamiętam, docierają tam również dwa pociągi, ale autobusem jest szybciej. Jeśli będziecie w Kanchanaburi to gorąco polecam restaurację Kan Buri, gdzie jedliśmy najpyszniejsze jedzenie w Tajlandii, a właściciel widząc mój aparat fotograficzny na stole przysiadł się i uciął pogawędkę o fotografowaniu (sam fotografuje zawody sportowe i publikuje zdjęcia w magazynach sportowych). Zatrzymaliśmy się w bardzo dobrym hotelu Kanchanaburi City Hotel , który bardzo polecam. Położony 150 m od mostu na rzece Kwai, można w nim bezpłatnie wypożyczyć rowery, jest przyjemny basen i dobre śniadania. Obsługa bardzo pomocna, załatwiła nam taksówkę, którą chcieliśmy pojechać do wodospadów Erawan, a potem do Bangkoku na nocny pociąg. Podobał Ci się ten wpis? Polub nasz profil na Facebooku.
Tajlandia samochodem to nie jest oczywisty pomysł dla większości turystów. Z drugiej strony, podróżując na własną rękę nie zawsze potrzebujemy auta. Gdy jednak nasz plan wymaga częstego przemieszczania się lub pokonywania długich dystansów warto rozważyć wynajem pojazdu. Szczególnie, jeżeli odkrywamy nowe miejsca w większej grupie. Z naszego wyjazdowego doświadczenia wynika, że do wielu ciekawych zabytków lub pomników przyrody nie dociera komunikacja publiczna. To dodatkowy argument wart rozważenia. Tajlandia samochodemPodstawowa zasada – szukaj auta online. Poszukiwania właściwego samochodu warto rozpocząć od sprawdzenia ofert internetowych brokerów, dokładnie jak w przypadku np. ubezpieczeń. Tego rodzaju stron w internecie jest naprawdę wiele, niemniej nigdy nie mieliśmy problemów korzystając z Atlaschoice (EDIT: Atlaschoice zakończył działalność wiosną 2017r.) oraz Economycarrentals. Jadąc do Tajlandii skorzystaliśmy z pośrednictwa tej drugiej i na niej się bardzo często udostępnia kody rabatowe. Warto na nie polować w w auto z segmentu „mini-economy”, posiadające 5 drzwi (bagaże na tylnej kanapie) i klimatyzację. To pewnego rodzaju standard, ale lepiej dokładnie sprawdzić w wynikach, czy auto posiada interesujące nas wyposażenie. Każdy dodatek kosztuje, niemało, stąd nie dokładaliśmy żadnego oprócz fotelika dla dziecka. Nie ma sensu brać GPS, ponieważ taniej wyjdzie zakup dobrego uchwytu na telefon oraz bezpłatna mapa offline (np. Google Maps, Here czy Osm And), dzięki której nie zapłacimy ani grosza za transfer danych poza krajem. W Europie auta standardowo mają manualną skrzynię biegów, choć w Tajlandii mieliśmy do dyspozycji auto z automatem w podobnej cenie (nie mieliśmy de facto wyboru). OK, stanęło na małym samochodem – ubezpieczenieOK, czas na ubezpieczenie. Jest to najważniejsza część całego deal’u. Spotkacie się z pojęciem CDW (Collision Damage Waiver) lub EW (Excess Waiver), które określają kwotę odpowiedzialności za szkody na samochodzie. W większości przypadków nie są w tym ujęte „najpopularniejsze” przypadki, a więc zarysowania/wgniecenia, pęknięte/wybite szyby, urwane lusterka… i kradzież. Ogólnie zauważyliśmy, że na wyspach (Cypr, Gran Canaria) auta posiadają szersze ubezpieczenie, formalności są minimalne, a samochód można zostawić na lotniskowym parkingu… z otwartymi drzwiami i kluczykiem w schowku. A więc o jakiej kwocie odpowiedzialności mówimy? Zależy ona od konkretnej sieci wypożyczalni aut, choć można przyjąć okolice 800 – 900 EUR. Dużo? Za luksus spokojnej jazdy trzeba niestety dopłacić, często nawet połowę ceny Tajlandii przy wynajmie auta i zabezpieczenia od zniszczeń żądano od nas karty kredytowej. Karty debetowe nie będę warto zwiedzać Tajlandię samochodem?Tajlandia samochodem na pewno pokaże nieoczywiste i ukryte przed rzeszami turystów skarby i zakamarki, do których transportem publicznym nie dostaniemy się. Odpowiedź jedna nie jest jednoznaczna, bowiem zależy od tego jak będziemy korzystali z auta oraz gdzie będzie ono parkowane. Na pewno mniej sprawdzone i bardziej egzotyczne lokalizacje powinny skusić nas do zakupu dodatkowego ubezpieczenia. Jeśli myślicie, że otrzymujemy wówczas 100% zabezpieczenia, to się posiadają dane, z których wynika prawdopodobieństwo wystąpienia określonych zdarzeń samochodowych – szybciej zdarzy nam się zarysować lakier na drzwiach niż całkowicie zniszczyć auto. W Tajlandii ograniczenie naszej odpowiedzialności dotyczyło kwoty ok. 400 zł przy wykupieniu wszystkich opcji ubezpieczenia. Na pocieszenie warto zaznaczyć, że tzw. ubezpieczenie OC jest nawet w najniższym standardzie, bez dopłat. Podobnie rzecz się ma z wszelkimi podatkami drogowymi czy limitem kilometrów – są to w większości relikty samochodem – krok po krokuPaliwoPaliwo – temat rzeka. Obecnie najczęściej spotykamy się z polityką „full to full”, gdzie dostajemy auto zatankowane pod korek i takie zwracamy. Jest to najrozsądniejsze rozwiązanie, ponieważ nie wiąże się z koniecznością opłaty za zużyte paliwo przy zwrocie auta do wypożyczalni. Jeśli już tak się zdarzy przez naszą niefrasobliwość, to musimy być przygotowani na koszt znacznie powyżej średniej ceny paliwa. Tak, wypożyczalnie zarabiają w takich sytuacjach najwięcej, ale nie pozostają bez winy na początku. W Tajlandii otrzymaliśmy auto wyświetlające informację o pełnym baku, który po przejechaniu 15 km zdążył wypalić tyle paliwa, aby wskaźnik obniżył się o jeden poziom. Przypadek? Nie, samochód był sprytnie zatankowany w 95% tak, aby oszukać komputer… a raczej naiwnego opcją jest „full to empty”, jednak wiele wypożyczalni z niej rezygnuje. Prościej jest wymagać od klienta zwrotu auta zatankowanego niż samodzielnie tankować paliwo. No i gdzie tu potencjalny dodatkowy zarobek dla wypożyczalni 🙂ZaliczkaKiedy już ustaliliśmy czego potrzebujemy, czas na pokrycie kosztów wynajmu samochodu. Zdecydowanie odradzam płatność 100% już teraz, nawet za cenę utraty ewentualnego rabatu. Najczęściej jesteśmy proszeni o wpłatę ok. 10% całej kwoty lub mamy szczęście i auto jest rezerwowane dla nas bezpłatnie. Mieliśmy sytuację, w której broker Atlaschoice rozwiązał współpracę z siecią wypożyczalni na naszym lotnisku docelowym. Musieliśmy w ciągu 3 dni znaleźć alternatywę, ale na szczęście auto było właśnie zarezerwowane bezkosztowo. Oczywiście wpłacając zaliczkę zostanie ona nam zwrócona, niemniej dokona się to po dość długim czasie i będzie wymagało od nas interwencji i zgłoszenia takiego zapłacić? W Europie niektóre wypożyczalnie akceptują karty debetowe, ale zakładają na nich blokadę środków wielokrotnie przewyższającą koszt wynajmu. Podobnie jest z gotówką. Przydaje się karta kredytowa. W większości przypadków płacąc nią zgadzamy się na potencjalną blokadę środków do wysokości kwoty wynajmu (a więc chwilowo płacimy podwójnie) do czasu aż auto wróci i protokół kontrolny nie wykaże szkód. Nam zdarzyło to się tylko raz, właśnie w równowagi, mieliśmy kilka lat temu w Hiszpanii nieprzyjemną przygodę, gdy jedna z wypożyczalni zaakceptowała online kartę kredytową, ale na miejscu odmówiła jej wykorzystania. Ratowaliśmy się wypłatą gotówki z bankomatu. Obecnie wypożyczalnie zaczynają akceptować płatności poprzez PayPal, co może być ratunkiem dla osób nieposiadających kart rezerwacji auta powinniśmy otrzymać na nasz email szereg potwierdzeń i dodatkowych informacji, wśród których znajdować się będzie e-receipt (forma paragonu) oraz plik, który należy przedstawić na miejscu, przy odbieraniu auta. Economy Car Rentals zakłada nam automatycznie konto do obsługi danej rezerwacji, dzięki czemu komfortowo możemy dokonać zmian lub ją anulować. Warto w tym momencie skontaktować się ze wskazaną w dokumentach wypożyczalnią w miejscu docelowym i potwierdzić naszą rezerwację. Chodzi bardziej o sprawdzenie czy reaguje ona szybko, czy też zbywa nasze prowadzi wewnętrzny system zbierania punktów za wypożyczanie aut za ich pośrednictwem. Korzystając z usług 1-2 razy w roku możemy zgromadzić ilość punktów pozwalającą na obniżenie kosztu najmu kolejnego auta o 5-10%.Odbiór i zdanie samochoduOdbiór samochodu to często miły moment. Aby tak pozostało przydaje się aparat fotograficzny w telefonie, którym zalecam zrobienie zdjęć auta zarówno przy odbiorze jak i jego zdawaniu. Są wypożyczalnie, które za naruszenie umowy wynajmu uznają… brak umycia samochodu. Bardziej poważnie, chodzi o zabezpieczenie się na wypadek poszukiwania przez wypożyczalnię „dziury w całym” i chęci wyremontowania auta naszym kosztem. Na szczęście w Tajlandii, zdając auto na lotnisku w Krabi, spotkaliśmy się z miłą obsługą ze strony Thai Rent a Car – auto podlegało kontroli przez 10 sekund, wliczając w to smagnięcie wzrokiem karoserii i zweryfikowanie poziomu samochodem to także bardzo poważnie traktowany… zakaz przewożenia durianów. Nie dziwię się, ponieważ ten owoc wydziela straszny fetor, który jest powszechnie uznawany za najbardziej przykry zapach na całym świecie. A taki ładny…KosztyCałkowity koszt wynajęcia samochodu na 7 dni = 829 zł (bez fotelika, którego nie mieli).Litr paliwa kosztuje 27-28 THB (cena urzędowa, centralnie ustalana dla całego kraju).Przez tydzień przejechaliśmy 700 km i za paliwo zapłaciliśmy 95 zł (791,5 THB).PytaniaDla uporządkowania wiedzy w tym temacie warto zadać sobie i wypożyczalni szereg pytań:Czy auto odbieram i zdaję w tym samym miejscu?Jaka polityka paliwowa ma zastosowanie?Czy akceptowane są karty debetowe czy też wyłącznie kredytowe?Płatność na miejscu czy też przy rezerwacji? Jeśli to drugie, czy płacę zaliczkę czy pełen koszt?Jakie recenzje ma sieć wypożyczalni aut, z której wynajmę samochód?Czy mam pewność, jakie zdarzenia obejmuje wybrana przeze mnie opcja ubezpieczenia?Czy znam zasady ruchu drogowego w kraju docelowym i posiadam wszelkie uprawnienia?Jakie usługi dodatkowe są mi niezbędne przy wynajmie auta, a które mogę zastąpić?Nic jednak nie zastąpi zdrowego samochodem… na lewym pasieW Tajlandii przyszło nam przejechać ok. 700 km malutkim Mitsubishi Miracle ok. 700 km. Były to częste acz krótkie wypady, podczas których niezmiennie zaskakiwała nas kultura jazdy Tajów. Jest to kraj o ruchu lewostronnym, co jest samo w sobie wyzwaniem dla naszego mózgu. Pan Haart notorycznie mylił kierunkowskazy ze spryskiwaczem. Auto posiadało automatyczną skrzynię biegów – dla niedoświadczonego w tym kierowcy zajmuje chwilę przyzwyczajenie się do braku konieczności machania dźwignią. Ta która jest, jest po lewej, a nie prawej. OK, 2 dni i oswoiliśmy „bestię”.DrogiDrogi są bardzo dobre jakościowo. Gorzej z oznakowaniem, ale po pewnym czasie to już nie bije po oczach. Tajowie przyswoili amerykański, ascetyczny system oznakowania dróg wychodząc z założenia, że uczestnik ruchu podejmuje rozsądne decyzje. Z tym ostatnim nie do końca możemy się zgodzić widząc jakiej jakości pojazdy poruszały się koło nas – domowe przeróbki trójkołowców z daszkiem, motory przeznaczone dla 2 osób wiozące nawet 5, z zakupami… Szybko zrozumieliśmy, że lokalne wymogi w kwestii bezpieczeństwa są znacznie niższe niż te w Europie. Wystarczy wspomnieć, że w Tajlandii nie ma wymogu prawnego przewożenia dziecka w foteliku. Na deser, widzieliśmy wielokrotnie dzieci jeżdżące z zawrotną prędkością motorami, bez film pokazujący ulice Bangkoku (pierwsza część filmu) i spokojniejsze ulice w prowincji Krabi. Mam nadzieję, że nagranie przybliży klimat azjatyckich kultura jazdySama jazda jest przyjemna, o ile nie przemierzamy dowolnego miasta w godzinach szczytu. Wtedy dwa pasy ruchu zamieniają się w cztery, które na dodatek mają dość płynne granice. Na skrzyżowaniach brak jest zielonych strzałek do skrętu w prawo, ale i tak wszyscy skręcają. Plagą są wszelkiej maści skutery i mniejsze motory wciskające się w każdą szczelinę między samochodami. Najbardziej uderzającą praktyką jest jednak włączanie się do ruchu z ulicy podporządkowanej – auto lub skuter po prostu po woli wjeżdża nam przed maskę i wymusza gwałtowną redukcję prędkości. Tydzień jeżdżenia wystarczył, aby przestać zwracać na to uwagę. Chaos, pęd i prędkość stanowią wybuchową mieszankę, ale o dziwo jakoś to wszystko działa. Nie byliśmy świadkami nawet drobnej stłuczki. Ciężko przez to uwierzyć, że Tajlandia to kraj o jednym z najwyższych poziomów wypadków drogowych na i te auta – w sumie Tajowie na południu jeżdżą albo pick-upami, albo małymi szybkimi Hondami albo furgonetkami. Aut europejskich jest jak na lekarstwo, a szczytem dobrego smaku jest przyozdabianie pojazdów wszelkiego rodzaju dodatkami mówiącymi „hej, mam piekielnie szybkie auto”.Tajlandia samochodem – BangkokW Bangkoku jazda ulicami to wyższy stopień piekła. Jeździliśmy tam tuk-tukami (trójkołowe motory z zadaszoną kanapą na 3-4 osoby za kierowcą), co pozwoliło naszym płucom przyswoić roczną dawkę spalin w kilka dni. W tym mieście ruch jest tak duży, że główne arterie pozostają często zakorkowane do późna w nocy. Wszelkiej maści drogi szybkiego ruchu mają od 3 do 8 pasów w jedną stronę, a i tak kierowcy potrafią utworzyć dodatkowe. Po prostu jeżdżą pasami awaryjnymi lub jadą lusterko w lusterko. Nie ma szans, aby karetka przebiła się przez ścisk aut, skuterów i tuk-tuków. Widzieliśmy to na własne ważniejszych skrzyżowaniach widzieliśmy policjantów „starających się” sterować ruchem. W obowiązkowych maskach przeciwsmogowych. Ciekawostką byli „stacze uliczni” – osoby te obserwowały pojazdy wyjeżdżające z garaży w drapaczach chmur lub z budów i widząc ruch zatrzymywały falę aut jadących ulicą. Jak? Machając czerwonymi chorągiewkami i używając niemiłosiernie głośnych gwizdków. Warto również nadmienić, że krawężniki są w Bangkoku potężnych rozmiarów i na pewno nie pozwalają na dzikie zaparkowanie samochodu. Zresztą, w Bangkoku nie ma gdzie zaparkować…PodsumowanieI o dziwo to wszystko działa. Ten mętlik, bałagan i harmider. Szukaliśmy intensywnie dźwięków klaksonów i nie udało nam się. Albo Tajowie są bardzo kulturalni, albo było tak głośno, że nic nie słyszeliśmy. Ale co tam, kto by się jadąc tuk-tukiem i popijając wodę z kokosa tym przejmował. Tajlandia samochodem to świetny pomysł pod warunkiem, że omijamy aglomeracje miejskie.
Tajlandia – popularnie nazywana jest jako „kraina uśmiechów”. Doskonały kraj na nasz „pierwszy raz” jeżeli chodzi o przygodę z Azją oraz prawdziwą egzotyką. Z naszego punktu widzenia to taki troszkę „europejski” kraj w tropikalnym wydaniu, gdyż komunikacja jest na bardzo przyzwoitym poziomie, porozumiewanie się po angielsku nie stanowi problemu, rewelacyjne jedzenie dostępne na ulicy, szeroka oferta noclegowa, kraj bezpieczny i przyjazny turyście. Nic tylko spakować plecak i wyruszyć w podróż. Tajlandia jest dosyć popularną destylacją wśród backpackerów, jednak mimo to nadal można znaleźć ustronne plaże, wysepki i miejsca. W naszych relacjach z podróży prezentujemy informacje praktyczne dotyczące planowania i wyboru miejsc, które warto odwiedzić, ceny, noclegi, komunikację i inne, a wszystko to zilustrowane pięknymi zdjęciami. Zachęcam także do zapoznania się z wpisem „Tajlandia z maluchem u boku” który stanowi zapiski z podróży pisane podczas wyjazdu. Tajlandia to jeden z popularniejszych kierunków, jeżeli chodzi o Azję Południowo-Wschodnią. Wiele osób wybiera krainę uśmiechów, jak jest potocznie nazywana Tajlandia, jako cel swojej pierwszej podróży do Azji. Sami wielokrotnie pytani przez znajomych, którzy chcą zasmakować egzotyki, gdzie pojechać pierwszy raz na własną rękę, wymieniamy Tajlandię. Spełnia ona wszystkie podstawowe warunki: jest bezpieczna, posiada szeroką ofertę noclegową w każdym przedziale czytaj więcej … Piękna pogoda, słońce w pełni, ciepła bryza znad morza, delikatny powiew wiatru odczuwalny na twarzach, a z plecaków, siatek i toreb wystają maski, fajki i płetwy. To znak, że płyniemy, aby zobaczyć jak wygląda podwodny świat w zatoce Tajlandzkiej. W paru miejscach już było nam dane oglądać podwodne krajobrazy, lecz po rozczarowaniu okolicami Koh Tao, chcieliśmy zobaczyć jaką jakość prezentuje czytaj więcej … Czy już wspominaliśmy, że czasami lubimy po prostu nic nie robić? Położyć się w cieniu palmy na delikatnym, białym piaseczku z szumem morza w tle? Tak po prostu trochę poleniuchować? Zazwyczaj koniec naszego wyjazdu gdzieś w egzotyczne rejony spędzamy właśnie na plaży. Tym razem nie było inaczej. Po kiepskich wrażeniach z wyspy Koh Tao, po wspaniałym miejscu w zatoce Tonsai czytaj więcej … Na koniec krótkiej wizyty w Kambodży czekał nas powrót. Chcieliśmy wrócić do Tajlandii, lecz nie do Bangkoku, a od razu na wyspę Koh Chang. Wcześniej naczytaliśmy się mnóstwa nieciekawych opisów tej trasy, że całość bardzo długo trwa i jest mocno uciążliwe. Każdy odradzał wybieranie się w taką podróż z małym dzieckiem. Zatem jak naprawdę wygląda przejazd Siem Reap Koh Chang? czytaj więcej … Od dłuższego czasu chodził mi po głowie tekst dotyczący mojej niedojrzałości. Od dłuższego czasu mimowolnie „potykam” się o artykuły, komentarze, doniesienia o sytuacji i warunkach słoni w ośrodkach turystycznych gdzieś daleko w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie każdy przybysz może wykupić sobie romantyczną przejażdżkę na słoniu w dżungli. Jednym z moich celów ostatniego wyjazdu do Tajlandii-Kambodży była chęć pokazania Nadii prawdziwego i czytaj więcej … Siedzimy już dłuższą chwilę w zatoce Ton Sai, więc postanowiliśmy ruszyć się w jej okolice i zobaczyć jak wygląda, zachwalana przez wiele osób, plaża Hat Phra Nang. Czy spełni nasze niezbyt wygórowane oczekiwania? Jedynie co o niej wiemy to, że jest tam wybudowany wielki i drogi hotel oraz znajduje się tam ciekawe miejsce o nazwie Princess Cave, która wypełniona jest czytaj więcej … Nie ma tu prawdziwych dróg – jedynie utwardzona ścieżka pośród lasu, wzdłuż której znajduje się parę miejsc, gdzie można wynająć bungalow. Czas płynie tu bardzo powoli. Na ścieżce spotykamy jedynie samych wspinaczy, kuglarzy i rastamanów. Wszyscy niespiesznie przestępują z nogi na nogę. Idą po wodę do sklepu lub do baru coś zjeść. Zatoka Ton Sai – czy jest to najbardziej czytaj więcej … Mamo, tato wstajemy już? Jest dopiero godzina 7 kochanie – śpij jeszcze. Nadia pokręciła się trochę na łóżku i znowu zasnęła. Minęło trochę czasu. Tym razem budzi mnie burczenie brzucha. Spoglądam na zegarek – no ładnie, jest już po 10, zatem najwyższy czas, aby wstać. W końcu jesteśmy tu, a plaża Ton Sai, piasek i woda na nas czeka. Głupio czytaj więcej … Słońce wstało parę chwil temu. Nie jest jeszcze zbyt gorąco. W oddali słychać powolne kroki, uderzanie metalu o metal oraz chlupot wody w dużym baniaku. Zza zakrętu wyłaniają się powoli postaci, w krótkich spodenkach z gołym torsem, z przewieszoną liną wspinaczkową. Gdzie oni się wybierają i co mają zamiar załoić (w żargonie wspinaczkowym znaczy, którą drogę mają zamiar spróbować przejść)? czytaj więcej … W podróży zawsze następuje ten dzień, że trzeba zmienić lokalizację. Czasami jest on podyktowany tym, że nie podoba nam się w obecnym miejscu, a czasami, że chcemy zobaczyć coś innego. W Tajlandii wydaje się, że każde przemieszczanie się z miejsca na miejsce jest banalnie proste, bo zawsze znajdziemy firmę, która taką usługę prowadzi i będzie chciała nam ją sprzedać. Podobnie czytaj więcej …
Cześć! Dzisiaj będzie post „przegadany”, bo zdjęć z żadnej z wymienionych przez nas atrakcji nie posiadamy. Jest to również dla nas bardzo ważny wpis, ponieważ sami staramy się, aby nasze podróżowanie nie było bezmyślne, a tym bardziej nie chcemy, aby komuś przez nas działa się krzywda. Zapraszamy na post: Tajskie atrakcje, którym mówimy NIE Tajski raj turystyczny W Tajlandii spędziliśmy równe dwa miesiące i z pewnością do niej jeszcze wrócimy. Tajlandia jest krajem niezwykle przyjaznym turyście, gdzie wszystkie atrakcje są na wyciągnięcie ręki. Jest wręcz idealna, jeśli po raz pierwszy wybieramy się do Azji, a nie chcemy przeżyć drastycznego szoku kulturowego. Tajlandia kojarzy się z miejscem dzikim, odległym, gdzie słonie hasają po ulicach, a włochate pająki wielkości dłoni są codziennymi gośćmi w naszych bambusowych chatkach. W rzeczywistości, aby zobaczyć dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku trzeba się naprawdę postarać. W końcu dla tych zwierzątek jesteśmy zagrożeniem, którego chcą unikać. Mimo, że naprawdę marzyliśmy o bliskim spotkaniu ze słoniem czy tygrysem, jeszcze przed wyjazdem obiecaliśmy sobie, że będziemy unikać wszelkich sztucznych atrakcji, które w jakikolwiek sposób przyczyniają się do cierpienia ludzi i zwierząt. Tajlandia jest krajem tak kolorowym i różnorodnym, że i bez tych kilku „przyjemności” można w szalony sposób spędzić swoje wakacje! Oto trzy bardzo popularne tajskie atrakcje, którym stanowczo mówimy NIE i mamy nadzieję, że szybko znikną z broszur turystycznych! Tajskie atrakcje, którym mówimy NIE Jazda na słoniu Jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwi, że ten temat jest już tak wszechstronnie omawiany i opisywany! Chcemy dołożyć też swoją cegiełkę – może akurat ktoś nie zdecyduje się na tę atrakcję po przeczytaniu naszego posta? Dlaczego jazda na słoniu jest taka zła? W końcu te zwierzęta od wieków były wykorzystywane do przewozu ładunków. Dla Tajów słoń, to jak nasz polski koń, można by powiedzieć. Niestety nie jest to wszystko takie proste. Mamy świadomość, że Tajowie traktują słonie jak zupełnie normalne zwierzęta, które od wieków wspierały ich gospodarkę. Słonie żyjące w niewoli od dziecka nie poradziłyby sobie wypuszczone na wolność. My jednak nie chcemy potępiać i rzucać kamieniami. Jest to problem zbyt złożony, a hasła głoszące – wypuścić wszystkie więzione słonie do dżungli – są po prostu śmieszne. Uważamy jednak, że jazda na słoniu nie jest fajna. Dźwiganie ogromnego kosza z kilkorgiem ludzi w środku na grzbiecie nie jest fajne. A już sama tresura jest istną makabrą! Otóż słonie to bardzo dumne i inteligentne stworzenia. I aby taki słoń był na tyle posłuszny, żeby dźwigał kosz pełen ludzi na swoim grzbiecie przez 10 godzin, dzień w dzień, musi zostać odpowiednio wytresowany. Taka tresura to istny koszmar dla zwierzęcia – jeszcze jako dziecko, słoń zostaje oddzielony od matki i zamknięty w klatce, która uniemożliwia mu poruszanie się. Słoniątko jest bite, okaleczane i głodzone przez kilka tygodni – cały ten proces nazywa się łamaniem ducha. Następnie po tygodniach katuszy, do słoniątka przychodzi mahout, czyli wybawiciel. Jako pierwszy karmi i poi biedne zwierzę i uwalnia z łańcuchów. Tym samym słoń staje się mu bezgranicznie oddany i posłuszny… Czy takie cierpienie jest warte jednej fotki? Szczerze wątpimy, że ktokolwiek, kto ma świadomość, jak wygląda cały ten proces, wykupi taką przejażdżkę. Jako alternatywę możemy Ci zaproponować odwiedziny np. w Parku Kao Yai, gdzie możesz zobaczyć cudowne słonie w ich naturalnym środowisku! 🙂 Piękne uczucie! ❤ Porady praktyczne jak tam się dostać znajdziesz we wpisie: Park Khao Yai – dżungla dla początkujących. A to ile radości sprawiło nam zobaczenie dzikich słoni na wolności możesz zobaczyć (i posłuchać) w naszym filmie na YouTube: Autostop i dzikie słonie w Tajlandii. Wizyta w sanktuarium tygrysów Kilka lat temu, gdy słyszeliśmy o świątyni Tygrysów w Tajlandii nasuwało nam się jedno wielkie: WOW! Majestatyczne i niebezpieczne drapieżniki na wyciągnięcie ręki! Można zrobić sobie z nimi zdjęcie, pogłaskać, przytulić, a nawet wyprowadzić na smyczy… Czytaliśmy, że w takich sanktuariach te dzikie koty są pod świetną opieką buddyjskich mnichów, którzy czuwają nad ich bezpieczeństwem. Przeżyliśmy szok, gdy wyszło na jaw, w jak okropnych warunkach przetrzymywane są te piękne koty i ile muszą wycierpieć, aby być bezpieczną atrakcją dla turystów! W połowie 2016 roku w jednym z tajskich sanktuariów odkryto, że zwierzęta przebywające w świątyni są przetrzymywane w skandalicznych warunkach. Na terenie świątyni znaleziono kilkadziesiąt martwych tygrysiątek. Podejrzewano również, że tygrysy były zabijane dla skór, kłów czy kości, które potem były sprzedawane za bajońskie kwoty kolekcjonerom… Ponadto spotkaliśmy się również z zarzutem, że zwierzęta często były otumanione narkotykami, aby turysta mógł spokojnie i bez strachu się do nich przytulić. W głowie nam się to nie mieści.. Buddyjski klasztor, mnisi, świątynia – jak to możliwe, że działa się tam taka tragedia? Dlatego teraz, nawet jeśli sytuacja uległa poprawie, my nie chcemy wspierać tego biznesu. Odwiedziny w wiosce plemienia Karen Odwiedzając północne rejony Tajlandii z pewnością natkniesz się na szeroko reklamowaną wycieczkę w odwiedziny do plemiona Karen. Plemię to znane jest na całym świecie przede wszystkim z tradycji nakładania metalowych obręczy na szyje przez kobiety. Obręcze te w sposób nienaturalny wydłużają odcinek szyjny kobiet i powodują, że sama szyja wydaje się być bardzo długa. Niestety wioska ta jest jedynie sztucznym tworem, które przynosi ogromne dochody tajskiej turystyce. Najstraszniejsze jest jednak to, że często Ci ludzie są po prostu zmuszeni przez swoją sytuację polityczną do bycia eksponatami w tym ludzkim zoo. Zazwyczaj są oni emigrantami z Birmy, którzy uciekli ze swojego kraju przed wojną i prześladowaniami. Często nie mają statusu uchodźcy i żadnych praw (w tym również prawa do oficjalnego zatrudnienia). Złamanie tajskiego prawa spowodowałoby ich deportację i przekazanie w ręce rządu Birmańskiego. Rząd Tajski znalazł rozwiązanie – stworzenie atrakcji turystycznej, która rokrocznie przynosi ogromne dochody tajskiej turystyce. Właściciele wiosek z pieniędzy za bilety wstępu opłacają Karenom pozwolenia na pracę w skansenie, w zamian prosząc „jedynie” o piękne uśmiechy do obiektywów. Cała ta sytuacja wydaje nam się po prostu chora, a podglądanie życia mieszkańców sztucznie stworzonej wioski to po prostu nie nasza bajka! Milordzie! Mamy nadzieję, że post Ci się spodobał i oczywiście czekamy na Twoje komentarze z wrażeniami z podróży po Tajlandii czy Azji w ogóle! Justyna i Tomek Posty, które Cię zainteresują Skuter w Tajlandii – czy warto? Ile kosztuje miesiąc podróżowania po Tajlandii Północnej? Autostopem przez Tajlandię i Malezję – informacje praktyczne
Royalty Free Download preview Stary kamienny intel lord indra jazda na słońcu airavata w muzeum w tajlandii. muzeum,stary,angkor,arte,obraz,khmer,nadproże,władyka,obywatel,pałac,piaskowiec,cegiełka,kamień,styl,tajlandia Więcej Mniej ID 191754871 © Bennnn | Royalty Free Licencje Rozszerzone ? XS x @72dpi 255kB | jpg S x @300dpi 672kB | jpg M 2121x1414px18cm x 12cm @300dpi 4MB | jpg L x @300dpi | jpg XL x @300dpi | jpg MAX x @300dpi | jpg TIFF x @300dpi ??.?MB | tiff Nielimitowana Liczba Stanowisk (U-EL) Do Użytku z Internecie (W-EL) Użycie w druku (P-EL) Sprzedaż Praw Autorskich (SR-EL 1) Sprzedaż Praw Autorskich (SR-EL 3) Sprzedaż Praw Autorskich (SR-EL) Dodaj do lightboxu BEZPŁATNE POBRANIE We accept all major credit cards from Ukraine. Licencje Rozszerzone Więcej podobnych zdjęć stock Lintel rzeźbiący kościelny drzwiowy kamień Lintel rzeźbiący kościelny drzwiowy kamień Lintel rzeźbiący kościelny drzwiowy kamień Łukowaty średniowieczny kościelny drzwi z kamiennym lintel Drzwi i kamieÅ„ w Broszy Gurnessa Średniowieczny drzwi z Rzeźbiącym Kamiennym Lintel Lintel rzeźbiący kościelny drzwiowy kamień Stone Lintel, ruiny starożytnej Shivty, starożytnych Nabataean i Bizantyńskiego Miasta Izrael Stary kamienny lintel przy Ku Phra Koniec, Roi Et prowincja, Northeastern Tajlandia Widok z przodu starych drzwi drewnianych z uchwytem, żelaznym pierścieniem i kamienną ścianą. kamienny lintel nad rustykowymi drzw Widok z przodu starych drzwi drewnianych z uchwytem, żelaznym pierścieniem i kamienną ścianą. kamienny lintel nad rustykowymi drzw Stary kamienny intel lord indra jeździ na słoniu airavata w tajlandii. Hurtowe towarzystwo spółdzielcze ltd carved stone lintel sign over the entry way in old red brick and stone building Stary kamienny intel lord indra jeździ na słoniu airavata w tajlandii. Inne zdjęcia z Bennnn portfolio Piaskowcowy lintel przedstawia Indra na słoniu Airavata Prasat Hin Phimai dziejowy park w Nakorn Ratchasima Prasat Hin Phimai dziejowy park w Nakorn Ratchasima Piaskowcowy lintel przedstawia Indra na słoniu Airavata Prasat Hin Phimai dziejowy park w Nakorn Ratchasima Prasat Hin Phimai dziejowy park w Nakorn Ratchasima Prasat Hin Phimai dziejowy park w Nakorn Ratchasima Prasat Hin Phimai dziejowy park w Nakorn Ratchasima Piaskowcowy lintel przedstawia Indra na słoniu Airavata Piaskowcowy lintel przedstawia Indra na słoniu Airavata Piaskowcowy lintel przedstawia Indra na słoniu Airavata Piaskowcowy lintel przedstawia Indra na słoniu Airavata Kategorie powiązane Sztuka / architektura Detale Przedmioty Retro Sztuka / architektura Ruiny, zabytki, starożytność Przeszukaj kategorie Abstrakt Biznes Editorial Ferie IT&C Ilustracje Ludzie Natura Podróż Przemysł i branża Technologia Web design graficzne Zwierzęta Licencje Rozszerzone Strona główna Zdjęcia Stock Detale Stary kamienny intel lord indra jeździ na słoniu airavata w tajlandii.
jazda na słoniu tajlandia